Wbrew nadziejom wszystkich tych, którzy sądzili, że zbliża się koniec zachodniej hegemonii, a świat czeka świetlana przyszłość wielobiegunowości, okazuje się, że USA ma jeszcze sporo możliwości, aby zaszkodzić całemu światu, zanim opuści swój piedestał przodującego mocarstwa. Wielobiegunowość nie oznaczała co prawda, że zmieni się podejście do zagadnień polityki i gospodarki, ale że wszystkim będzie lepiej, bo nagle, w ramach takiego samego kapitalizmu, wszyscy będą dla siebie mili i uprzejmi, ba – będą dbali o to, aby korzyści kapitalistyczne rozkładały się sprawiedliwie.
Utopia pozostaje utopią, nawet jeśli wierzą w nią mądrzy ludzie.
W ramach kapitalizmu nie ma możliwości, aby zaplanować międzynarodowy podział pracy odpowiadający wszystkim. Teoria kosztów komparatywnych traktuje społeczeństwa jak czynnik produkcji, a nie jak docelowego beneficjenta.
Mi0eliśmy to udowodnione na przykładzie ostatnich pięciuset lat kapitalistycznego rozwoju. Ci, którzy byli zacofani, pozostali Peryferią i nie majaczy nawet na horyzoncie zmiana ich statusu. Nowolewicowa koncepcja ewolucyjnego procesu, przez który przejdą wszystkie kraje, chociaż niektóre nieco później, okazała się totalną porażką umysłową i doktrynalną. Szansa Peryferii na modernizację i rozwój przemysłowy pojawiła się dopiero ze starczym kryzysem strukturalnym kapitalizmu. Dopiero kiedy model kapitalizmu się przeżył, kraje utrzymywane w sztucznym zapóźnieniu uzyskały możliwość przejęcia pałeczki w tej sztafecie. Problem w tym, że to przekazanie sprawczości oznacza zepchnięcie dotychczasowego Centrum do roli „otoczenia postkapitalistycznego”.
Oczywiście, w koncepcji nowolewicowej, społeczeństwa Peryferii nie muszą powtarzać etapu kapitalizmu i od razu mogą przejść do etapu postkapitalizmu. A to oznacza, że nie muszą rozwijać przemysłu. Mogą się utrzymać dzięki usługom. Póki co, nie znaleziono innych usług poza turystyką, w tym seksualną, jako coś, co mogłoby służyć za podstawę wyżycia społeczeństwa pozbawionego możliwości uprawy ziemi i bez zastąpienia tego rozwojem przemysłu. Jeżeli przemysł się pojawił (jak w Chinach), to nieubłaganie musiał się zderzyć z interesem państw rozwiniętych, które już się zdezindustrializowały.
Okazało się, że nie jest bez znaczenia to, na czym opiera się gospodarka własna. Zachód zawojował cały świat dzięki rozwojowi przemysłu, a nie dzięki oferowaniu usług turystycznych. Warunkiem dalszego trwania dobrobytu Zachodu było utrzymanie dynamiki kapitalistycznej w swoim obszarze.
Powstanie bloku radzieckiego zagroziło temu monopolowi. Nie zagroziło samemu kapitalizmowi, ponieważ bardzo szybko okazało się, że bez rewolucji światowej nie jest możliwe zaproponowanie alternatywnego modelu ekonomicznego, który byłby zdolny do przeciwstawienia kapitalizmowi równie drapieżnych zasad gospodarki. Socjalizm, przypomnijmy, nie postuluje maksymalizacji produkcji i zysku, ale racjonalizację metod gospodarowania poprzez planowanie. Dlatego gospodarka socjalistyczna z definicji nie mogła konkurować z kapitalistyczną zgodnie z kryteriami tej ostatniej.
Rzecz jasna, krytyka „socjalizmu realnego” nie polega głównie (zwłaszcza w środowisku lewicy radykalnej) na krytyce kryteriów gospodarowania (chociaż to też jest ważny element), ale na żądaniu istnienia instytucji demokratycznych w przypadku państw, którym otoczenie kapitalistyczne uniemożliwiło w ogóle prowadzenie efektywnej gospodarki. Kapitalistyczne zasady ekonomii wymagają szerokiego rynku zbytu, aby zamienić wartość dodatkową w zysk. Wyzysk własnej ludności stwarza pewne towary, w których zawarta jest wartość dodatkowa, ale aby zrealizować zysk (który dopiero jest celem kapitału), należy przejmować jakieś bogactwo, którego wcześniej nie było.
Społeczeństwa zachodnie zagarnęły wszelkie dostępne bogactwo w procesie rozwoju kapitalistycznego. To się wyrażało w degradacji dawnych klas panujących, a ich upadek powodował uwolnienie wolnych rąk do pracy, czyli powstanie rynku pracy, który jest warunkiem istnienia gospodarki kapitalistycznej w jej najgłębszej istocie. Rewolucja Francuska przypieczętowała owo przejęcie bogactwa w systemie prawnym. Kolejnym krokiem była ekspansja globalna. Oczywiście, nie było tak, aby ekspansja zagraniczna nie towarzyszyła krzepnięciu gospodarki kapitalistycznej. Ta gospodarka zawsze wymaga zasilania z zewnątrz. Kapitalizm rozwijał się pod ochronnym parasolem protekcjonizmu swojego państwa, swojej arystokracji, która następnie została zastąpiona przez wielką burżuazję.
Kapitalizm jest systemem globalnej piramidy, która zawsze opiera się na zjawisku, że najwięcej zyskują ci, którzy zainicjowali ową piramidę, kolejni zyskują już mniej, zaś cała masa chciwych „inwestorów” w piramidę służy jako zasilenie środków bogacących pierwszych cwaniaczków. Zmiana peletonu odbywa się, a jakże, dzięki wojnom o podłożu ekonomicznym. Jednak musi istnieć owa reszta świata, która nie jest traktowana jako równorzędny podmiot i która służy jako amortyzator dla owych rozgrywek wśród szefów watahy, by nie rzec – mafii.
Dlatego pojawienie się Związku Radzieckiego było uderzeniem prosto w samo serce tego mechanizmu i dlatego nie mogło zostać odpuszczone. Wsparcie społeczeństw nie tylko zachodnich, ale i tych, które znalazły się w obszarze „realnego socjalizmu” opierało się na jednostkowej chciwości, która niezmiennie napędza namiętności różnych przegranych, ale wciąż wierzących w swoją szansę dołączenia do szeregu cwaniaków czerpiących z piramidy kosztem żałosnych frajerów, w gronie których ostatecznie sami się odnajdują.
ZSRR nie był systemem, który mógłby się podobać. Parafrazując Churchilla, socjalizm realny był najgorszym z modelów społecznych, ale lepszego, jak dotąd, nie wynaleziono…
Wyznawcy dowolnych systemów, czy to politycznych, czy to religijnych czy jakichkolwiek innych, zachowują wiarę w swoje doktryny nie na zasadzie, że są odporne na korupcję zewnętrzną i wewnętrzną, ale dlatego, że kodyfikują pewne zasady, które są zgodne z tymi, które wyznają. Socjalizm, w tym „realny”, kodyfikował zasady gospodarki komunistycznej i sprawiedliwości społecznej opartej na równości ludzi w wymiarze podstawowym, w wymiarze ich materialnego bytu. Zwycięstwo kapitalizmu nad socjalizmem jest zwycięstwem nad tymi zasadami. Dlatego dziś tak wielu polityków może się bezkarnie odwoływać do modelów społecznych, które jawnie gwałcą równość ludzi, ich prawo do równych warunków życia. Nawet odrzucając współczesną wersję kapitalizmu (globalizm z jego kulturową perwersją), postulują oni de facto powrót do epoki przedkapitalistycznej, a więc do systemów panowania klasowego w postaci otwartej, nie przesłoniętej listkiem figowym kapitalistycznego rynku pracy, który jest ucieleśnieniem wolności w kapitalistycznym wyznaniu wiary.
Lewica nowoczesna (Nowa Lewica tak naprawdę) nie zgadza się z analizą Marksa, która mówi, że kapitalistyczna dynamika stanowi pewne odstąpienie od normy cywilizacyjnej. Wedle niego stwarza to niepowtarzalną szansę na wyrwanie się z błędnego koła stałego stanu niedostatku, który pozwala na utrzymanie klasowego społeczeństwa. Róża Luksemburg dodała do tego analizę, z której wynika, że jeśli tej szansy ludzkość nie wykorzysta, to popadnie na powrót w barbarzyństwo epok przedkapitalistycznych. Ich istota polega na tym, że bezpośredni producent pozostaje w tych kulturach istotą odczłowieczoną, nie zaliczającą się do istot ludzkich. Przy całym zracjonalizowaniu i udoskonaleniu mechanizmu wyzysku klasowego, społeczeństwo burżuazyjne nadawało bezpośredniemu producentowi status formalnie wolnej jednostki, cieszącej się (wciąż formalnoprawnie) wszelkimi prawami człowieka i obywatela.
Współczesny kierunek rozwoju bezbłędnie wskazuje na powrót do traktowania „zbędnej” ludności jako istot nieludzkich. Przejście do postkapitalizmu z jego oparciem życia społecznego na usługach nieprodukcyjnych – a więc sprowadzając społeczeństwo do elementu zbędnego w funkcjonowaniu mechanizmu ekonomicznego – stanowi istotę wielkiego osiągnięcia nowoczesnej lewicy i stawia ją w bezpośredniej opozycji do koncepcji nie tylko Marksa, ale i Róży Luksemburg.
Społeczeństwa Peryferii zostały przekonane do zajęcia się nie produkcją materialną, ale świadczeniem usług. W ten sposób wydawało się, że lewica wynalazła świetny mechanizm przepływu kapitalistycznego bogactwa Zachodu do kieszeni mieszkańców Peryferii. Bogaci Europejczycy czy Amerykanie będą zasilać gospodarkę Peryferii odpadami ze swego nieprzyzwoicie rozbuchanego bogactwa. I to niby miało zastąpić rozwój ekonomiczny typu chińskiego…
Problem w tym, że społeczeństwo zachodnie wraz z dezindustrializacją zaczęło drogę w dół. Normalne z perspektywy kapitału. Utrzymanie społeczeństwa zachodniego jest zależne od skali wyzysku Peryferii i utrzymywania jej w zacofaniu (dla taniości materialnych nośników bogactwa, których producentem są Peryferie). Lewica wciąż utrzymuje, że pracownicy najemni tworzą wartość. Ale jak mówiliśmy już za Marksem wyżej, samo wytwarzanie wartości dodatkowej jeszcze nie jest tożsame z realizacją zysku. Lewica trzyma się doktryny Keynesa, wedle której społeczeństwo zasila swoimi oszczędnościami mechanizm stałego wzrostu. Kapitał nieprzerwanie otrzymuje środki finansowe dla prowadzenia swojego biznesu. Jednak monopolizacja postępuje, drobni producenci i sklepikarze upadają (widzieliśmy ten proces w Polsce potransformacyjnej), a więc proces przejmowania własności bogactwa, analogiczny do epoki finansowania kapitalistycznego rozwoju dzięki wywłaszczaniu dawnych posiadaczy ziemskich, dawnych feudałów, dokończył swoje dzieło. Dalej można już tylko szukać sposobności realizacji zysku poza granicami swego kraju. Kapitalizm wykorzystuje sprzeczności interesów między państwami kapitalistycznymi jako okazję do stwarzania sobie mikro-otoczenia, niezbędnego dla realizacji zysku.
Niemniej, w ramach własnego społeczeństwa, przejęcie tego, co się dało też napotyka na swoją granicę – w USA początkowa wolność posiadania ziemi (po wywłaszczeniu z niej Indian), co stanowiło o potężnym bodźcu dla kształtowania społeczeństwa amerykańskiego wyczerpała się, zasilając kapitał rodzimy. Kapitał amerykański zbudował swoją potęgę na tym samym mechanizmie, co w Europie, tyle że tu zamiast klasy feudalnej wywłaszczono świeżo upieczonych farmerów. To pozwoliło USA (obszar kontynentu, co ma swoje znaczenie) przejąć hegemonię nad światem kapitalistycznym i wprowadzić imperializm na nowy poziom.
Obecnie nie ma już z czego wywłaszczać tzw. klasę średnią. Jest ona całkowicie ubezwłasnowolniona przez kapitalistyczne systemy kredytowe dzięki pułapce konsumpcjonizmu. Historycy utrzymują, że upadek klasy średniej jest zawsze objawem schyłkowego etapu istnienia danej cywilizacji. Jest to też zgodne z tym, co pisał Marks: nadbudowa jest możliwa dzięki nadwyżce wartości dodatkowej ponadto, co jest niezbędne dla odtworzenia danego społeczeństwa. Jeśli społeczeństwo napotyka na przeszkody w odtwarzaniu samego siebie, to nie może sobie pozwolić na utrzymywanie nadbudowy i to jest logiczne. Zasoby, na które wskazywał Keynes też się wyczerpały, a więc w społeczeństwach zachodnich kapitał musiałby finansować istnienie grupy społecznej, która nie służy mu do otrzymywania zysku. Wartość dodatkowa jest wielkością wirtualną dopóki nie zostanie zamieniona w zysk. Dla społeczeństwa bezklasowego, jest to pewna liczba dóbr konsumpcyjnych, materialnych (oraz usług), niezbędna dla przeżycia, a nie dla przysporzenia zysku.
Lewica udaje, że tego nie rozumie. Uważa, że wytwarzanie usług, których wartość jest zarachowana jako wielkość wynagrodzenia usługodawców, stanowi o bogactwie społecznym. Nie, bogactwo jest póki co wirtualne. Trzeba je jeszcze zamienić w realne bogactwo dla właściciela środków produkcji. Inaczej nie opłaca mu się stuknąć palcem o palec. W naszych czasach, współczesny kapitalizm stał się kapitalizmem pasożytniczym, nie produkującym niczego, tylko kontrolującym tytuły własności. Jest to proces zapewniania sobie realnego bogactwa na podstawie wirtualnych tytułów własności. Cały system opiera się na wspomnianej wyżej zasadzie piramidy, co stanowi pompę zasysającą bogactwo i przemieszczające jego własność z rąk do rąk. Proces produkcji jest tylko ubogim krewnym tego mechanizmu, bezskutecznie usiłującym zbudować jakąś materialną wartość dzięki pracy, dzięki produkcji. Dziś produkcja jest niebezpieczna, bo prowadzi do ryzyka bankructwa. Warunki są skrajnie niesprzyjające dla przedsiębiorczości.
Jest ona względnie bezpieczna w warunkach silnego protekcjonizmu ze strony swojego państwa. Dlatego odbudowa przemysłu w USA wymaga bezwzględnego rozprawienia się z chińskim protekcjonizmem. USA nie mają przewagi, jaką miał kapitalizm europejski we wczesnej epoce nowej formacji. Nie przekonuje nikogo argument o tym, że współczesny stosunek sił między ekonomiką USA i Chin jest efektem naturalnego procesu. Zachód wyczerpał możliwości przetwarzania dawnego bogactwa, czyli przejmowania go z rąk dawnych klas panujących czy wolnych chłopów. Utrzymywanie własnej klasy robotniczej z obywateli przyzwyczajonych do poziomu życia klasy średniej jest zbytnim kosztem dla kapitału i nie pozwala mu na podjęcie „uczciwej” rywalizacji z Peryferiami.
Jednocześnie, kraje Peryferii nie mogą przeciwstawić Zachodowi żadnej spójnej koncepcji i polityki gospodarczej. Kapitalistyczna droga Peryferii jest obarczona wielką niewiadomą. Zwycięży silniejszy i bardziej bezwzględny. Zachód, gdzie Europa nie przejawia własnej inicjatywy i podporządkowuje się polityce USA, jest całkiem sprytnym manewrem. Póki co, Europa nie rywalizuje, co byłoby rozbiciem bloku opozycyjnego wobec Peryferii. W tym celu musi zrezygnować z reindustrializacji, nawet jeśli będzie to katastrofą dla własnych społeczeństw. Nowolewicowa koncepcja opiera się na odejściu od przemysłu i oparciu gospodarki na usługach nieprodukcyjnych. A to wymaga utrzymania niskiego kosztu dóbr konsumpcyjnych. To może zapewnić militarna przewaga USA oraz brak spójności w łonie Globalnego Południa.
Wydaje się, że jeszcze niedawni entuzjaści „frontu antyimperialistycznego” czy antyzachodniego manifestują utratę wcześniejszego optymizmu opartego na duchowej opozycyjności świata „wschodniego” czy „południowego” nad zachodnim. Państwa BRICS najwyraźniej nie mają żadnego czynnika spajającego. Okazuje się, że wyższość duchowa, alternatywne modele organizacji społeczeństwa, oparte na nawiązaniu do przedkapitalistycznych (jak najbardziej klasowych, tyle że jakże spirytualnie przeżytych i moralnych!), to wszystko nie wystarcza. W ostatecznym rachunku, kapitalistyczna logika niezmiennie nakazuje zdradę dowolnego sojuszu w imię indywidualnego interesu.
Kapitalizm przeżywa swój strukturalny kryzys, a rozwiązaniem nie jest przedstawienie lepszego, udoskonalonego modelu kapitalizmu. Również i kapitalizm nie przerasta w socjalizm. Przerasta w system, który jest modelem zdegenerowanym tego systemu i stanowi podłoże dla czegoś nowego. Jak pokazuje nasza rzeczywistość, dynamika kapitalizmu zmieniła swoje centrum, przeszła do Chin i to jest dla zwolenników państwowego, narodowego kapitalizmu wolnorynkowego rozwiązanie. Należy podjąć konkurencję, a nie niszczyć kapitalistycznej dynamiki.
Być może jest to szansa dla kapitalizmu, aby zdołał przeżyć i pokazać, że może stanowić pewien model dla historii. Czyli pokazać, że Marks się mylił i że kapitalizm nie jest wyskokiem historii, ale jego prawidłowością.
Jednak wydaje się, że walka z klasą panującą w przypadku kapitalizmu będzie trudniejsza niż z klasą feudałów. Chociaż tam, po okresie średniowiecznej utopii społeczeństwa teokratycznego, dla którego epoką schyłku było społeczeństwo feudalne, epoka transformacji trwała ponad tysiąc lat. Bez świadomego zaplanowania przemiany będziemy powtarzali lekcje historii wciąż niezdolni do wyciągnięcia z niej nauki.
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
20 marca 2026 r.






Users Today : 36
This Month : 4286