Po upadku ZSRR, Federacja Rosyjska przyjęła postawę kraju zależnego od swoich zachodnich „partnerów”. Twierdzenie, że ZSRR rozpadł się (zapadł się) z powodu niewydolności gospodarczej, dało pożywkę dla traktowania go przez Zachód jako podmiotu bezbronnego, zdanego na łaskę i niełaskę tego ostatniego. Wewnętrzna motywacja, która spowodowała decyzję biurokracji radzieckiej, aby zrezygnować z narzuconej rywalizacji między blokami, wynikała z dążenia do przekształcenia się biurokracji w właściciela kapitału. To pragnienie było na tyle przemożne, że „oligarchowie” zgodzili się na wszelkie warunki, pod jakimi Zachód godził się na uwłaszczenie nomenklatury na majątku społecznym. Rzecz oczywista, że rozkradanie tego majątku idące w parze z planowym rozkładem radzieckiego przemysłu spychało Rosję do roli gospodarki podporządkowanej wymogom gospodarek zewnętrznych, w tym przede wszystkim europejskich z naciskiem na gospodarkę niemiecką. Przy okazji, dezindustrializacja Europy dała Rosji pewien okres względnego spokoju. To znaczy, że odmiennie niż by to miało miejsce w minionych czasach, gospodarka rosyjska (poradziecka) nie stała się łupem chciwych przedsiębiorców kapitalistycznych Zachodu, ale przetrwała jako zarządca bogactw, które nie wydawały się zdezindustrializowanej Europie szczególnie generującymi kapitał. Tanie surowce z Rosji były tylko jednym ze źródeł zaopatrzenia Europy Zachodniej, potrzebnych dla zagwarantowania społeczeństwom zachodnioeuropejskim odpowiedni poziom życia.
Kapitał przemysłowy nie był zainteresowany w przejęciu zasobów rosyjskich, ponieważ sam nie wiedziałby, co z nimi zrobić. Może z wyjątkiem Niemiec, które stały się ostatnim ogniwem produkcji przemysłowej w Europie. Wyjątkowość sytuacji polegała na tym, że ekspansja Niemiec na wschód, w celu przejęcia zasobów rosyjskich, nie napotykała żadnego sprzeciwu. Wzmacniał tę tendencję fakt, że kraje europejskie były zjednoczone w UE, która jednocześnie stwarzała wrażenie jedności interesów zachodniej Europy i braku zainteresowania zagospodarowaniem leżącej na ulicy i bezbronnej gospodarki rosyjskiej.
Co więcej, odwlekanie zagospodarowania upadłej gospodarki i państwowości rosyjskiej w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu (wybuch ekspansji ekonomicznej Chin, który nie przypominał cyklicznego pojawiania się efemerycznych „azjatyckich tygrysów”) musiało doprowadzić do takiego nawarstwienia sprzeczności i konfliktów, którego nie sposób było obejść.
Dezindustrializacja Europy Zachodniej, która przy rozpadzie ZSRR przeprowadziła kolejny etap dezindustrializacji wschodniej części kontynentu, obnażyła niezdolność Europy do samodzielnego funkcjonowania. Rozkładająca się pozostałość po ZSRR stała się zagrożeniem dla Europy, chociaż samej elicie władzy Rosji to nie przyszłoby nawet do głowy. Oligarchowie są bowiem całkowicie pod urokiem stylu funkcjonowania elit zachodnioeuropejskich.
Jednocześnie, rozpad ZSRR odmroził konflikty, które narastały w Europie przez cały okres XIX i XX w., a które zostały zamrożone dzięki „zagrożeniu” ze strony młodego państwa radzieckiego (dojrzałe państwo radzieckie pod Stalinem nie przedstawiało już żadnego zagrożenia, niemniej raz wystraszona burżuazja niełatwo dała się uspokoić). O ile biurokratyczna Europa Zachodnia trwała w unijnej nirwanie, o tyle nowe państwa, które wdarły się nagle do zachodniego kręgu cywilizacyjnego niekoniecznie były entuzjastami nowolewicowego światopoglądu. Nie dochodziło do mózgów takich polityków, jak bracia Kaczyńscy, że Unia Europejska przekreśla epokę, kiedy to w Europie Zachodniej wojowano o dominację. Część społeczeństwa i władz przyjęła miraż „państwa dobrobytu”, który wymaga pozbycia się odrodzenia imperialnych zapędów I Rzeczypospolitej, zaś część uparcie trwała przy starej doktrynie, w imię której hegemonia na wschodnim krańcu kontynentu wymaga bezwzględnie zniszczenia państwa moskiewskiego.
Kaczyńscy znaleźli się w sojuszu z siłami prawicy, która również nie przyjęła nowolewicowego kształtu gospodarki europejskiej. Te siły dowoływały się do fundamentu potęgi państwa, która opiera się – jakby nie patrzył – na sile ekonomicznej.
Wydaje się, że tych polityków uwierała rzeczywistość UE, co wyrażali poprzez nieustanne kojarzenie jej wewnętrznego mechanizmu (antykomunistycznego i pragmatycznie i ideowo proamerykańskiego) z lewicowością, aż do komunizmu włącznie mimo historycznych zjawisk, które wyraźnie przeczą utożsamianiu ideologii wolnościowej na Zachodzie z radzieckim, a ściślej stalinowskim, komunizmem. Nie chcemy pomagać prawicy w porządkowaniu ich arsenałów ideologicznych, ale tę uwagę należało zrobić z uwagi na historyczną prawdę marksizmu.
Ideologia nowolewicowa (antykomunistyczna w sensie antyradziecka i antymarksistowska, co nie oznacza, że marksizm-leninizm jest tożsamy z marksizmem Marksa), której głównym elementem jest współżycie lewicowości z państwem kapitalistycznym i z kapitalistycznym sposobem produkcji, faktycznie leży u podstaw ustrojowych UE. Nowa lewica uważa bowiem, że demokratyczne instytucje współczesnego państwa redukują zagrożenie ze strony kapitału i przekształcają kapitał w „sługę narodu” (jakby nam się to wyrażenie nie kojarzyło).
Na ile biurokracja europejska gwarantuje transfer zysków kapitalistycznych dla zasilenia polityki socjalnej państw, to pozostaje kwestią sporną, niemniej nowoczesna lewica uznała za swój rewolucyjny obowiązek walkę o utrzymanie owego transferu, który historycznie był związany z politycznym i propagandowym zagrożeniem ze strony ZSRR. Oczywiście, lewica radykalna wciąż mami się iluzją, że to jej waleczna postawa leży u źródeł „państwa dobrobytu” i w ten sposób pozostaje wciąż w tzw. mylnym błędzie, że umiejętna gra polityczna pozwoli utrzymać stare mechanizmy.
Jeszcze jednym elementem upadku iluzji lewicy radykalnej była wspomniana już wyżej dezindustrializacja gospodarki europejskiej, co przyczyniło się do konieczności poszukiwania przez lewicę radykalną tzw. bazy zastępczej. Z całkowicie katastrofalnymi skutkami, które wyrażają się w tym, że lewicowość poglądów nowoczesnej lewicy radykalnej stała się totalnym pośmiewiskiem.
Na bezrybiu i rak ryba.
W obliczu takiego upadku gospodarczego Europy Zachodniej, nawet żałosne resztki niegdyś prężnej gospodarki radzieckiej okazały się śmiertelnym zagrożeniem dla starego kontynentu. Wyprzedaż za bezcen zasobów rosyjskich okazała się w tej tragikomicznej sytuacji przejawem perfidnej i wyrafinowanej gry Rosji na przywiązanie Europy do siebie za pomocą taniej ropy i gazu.
Gdyby to nie było argumentem w ustach nie tylko niepoważnych polityków III RP, ale i części polityków zachodnich, można by się było setnie uśmiać. Chwiejny i zahukany Putin, wiecznie oglądający się na „zachodnich kolegów i partnerów” (którzy jak mogli go upokarzali i poniżali przez dwa dziesięciolecia), okazał się godnym Machiavelliego prestidigitatorem, który odrodził rosyjską gospodarkę i sprawił, że Rosja stała się niemal analogiczną do ZSRR zmorą i zagrożeniem dla „kolektywnego Zachodu”. Nie mówiąc już o ambicjach Polski Kaczyńskich, którym się pomyliły stulecia.
Dodatkowym elementem, który przyczynił się do eskalacji nieufności w stosunku do Moskwy szczególnie ze strony starego przyjaciela Rosji w Europie Zachodniej, czyli Francji, była ekspansja Rosji na obszarze Afryki subsaharyjskiej. Jeśli ZSRR wspierał kraje dekolonizujące się i organizował wokół siebie systemy społeczno-państwowe na wzór demokracji europejskich, laickich i prowadzących politykę neutralności w konflikcie Wschód – Zachód, ostatecznie organizując tzw. otoczenie niekapitalistyczne, de facto neutralizując anarchię kapitalistycznego sposobu produkcji, to Rosja kapitalistyczna nie mogła nie być zainteresowana poprzez swoich oligarchów (burżuazję kompradorską, skorumpowaną i zachłanną) w przywłaszczaniu sobie zasobów naturalnych krajów afrykańskich.
Do niechęci przejawianej przez neokonów i ich alter ego europejskiego, nowej lewicy radykalnej posttrockistowskiej, przyłączyła się elita polityczna państw dotąd zainteresowanych w sojuszu z Rosją przeciwko Niemcom i Brytyjczykom. W ten sposób, paranoidalna polityka PC braci Kaczyńskich, dążąca do odrodzenia hegemonii Rzeczypospolitej pod protekcją USA, zyskała poparcie ze strony dotychczas sprzyjających Rosji państw. Oczywiście, interesy długofalowe są tu rozbieżne, niemniej taktycznie elity brukselskie zyskują wsparcie, a przynajmniej neutralność prawicy narodowej typu PiS, dzięki chwilowej zbieżności interesów skierowanej przeciwko Rosji.
Polityka PO/KO i PiS są w tym względzie zbieżne (i w wielu innych także), ale zasadniczą różnicą jawi się pomysł na miejsce Polski w przyszłym porządku europejskim. Dla ekipy (umownie) Tuska Polska powinna stopić się w jednym europejskim organizmie, zaś PiS ma orientację analogiczną dla prawicy nacjonalistycznej, a mianowicie dąży do odtworzenia sytuacji sprzed zawirowań rewolucyjnych XX w. i wykorzystania trudnej sytuacji Europy do narzucenia polskiej hegemonii na wschodzie kontynentu. W tym celu wspiera tendencje odśrodkowe w UE i dążenie do odbudowy narodowych państw. W tym celu niezbędna jest infrastruktura przemysłowa, ponieważ kto mówi odtworzenie narodowych państw kapitalistycznych mówi: konkurencja rynkowa do wojny o zasoby i rynki zbytu włącznie.
Opcja ekipy prounijnej jest mniej ambitna i postuluje równanie Polski do szeregu, licząc na korzyści płynące z utrzymania przebrzmiałej już mocno atrakcyjności Europy pod względem ekonomicznym. Utrzymanie hegemonii międzynarodowej finansjery z siedzibą w Londynie i wspartej militarną siłą USA jest warunkiem, pod którym Europa może nadal liczyć na udział w podziale łupów zrabowanych dotychczasowym Peryferiom. Ten udział obiecuje w zamian utrzymanie iluzji dobrobytu i nowolewicowego mitu o tym, że gospodarka może się rozwijać bez materialnych podstaw. Faktycznie, tylko utrzymanie niewolniczych więzów międzynarodowej finansjery jest warunkiem realności takiej gospodarki pozbawionej korzeni.
Ta iluzja spowodowała zmianę nastawienia do Rosji we Francji i w Niemczech. Tu i tam elita polityczna jest bezpośrednio wychowana i przygotowana do rządów przez ośrodki lobbujące dla interesu amerykańskiego w Europie. Dlatego naturalne oparcie w Rosji zostało odrzucone przez Francję i Niemcy, które dotychczas wykorzystywały Rosję do własnych rozgrywek. Elity polityczne związane z międzynarodową, proamerykańską finansjerą, narzucone przez amerykańskie banki i organizacje bezpośrednio finansowane przez amerykańskie fundacje typu National Endowment for Democracy, różnymi kanałami, w tym Young Leaders, przestały kierować się tradycjami własnej narodowej polityki i przeszły na pełną kolaborację z hegemonią USA.
Ta zmiana optyki wyraziła się w zmianie stosunku do Rosji. Odrzucono intuicyjną orientację na regulowanie stosunku do Rosji zgodnie z parametrami własnej polityki wynikającej z rywalizacji między silnymi państwami Europy. Dlatego też nie ma dla postawy europejskich liderów znaczenia fakt, że polityka antyrosyjska owocuje rykoszetem sankcji w gospodarkę europejską. To są pomniejsze straty, które nikną w obliczu perspektywy, że unijna biurokracja będzie mogła nadal trwać w samozadowoleniu wynikającym z zadania zarządzania przepływami finansowymi, bez konieczności zawracania sobie głowy problemami społecznymi wynikającymi z istnienia sprzecznych relacji w procesie produkcji. Jednym słowem, z walki klasowej, z którą nowoczesna lewica uporała się już dawno i czerpała z tego nieuzasadnioną satysfakcję związaną z nieustanną krytyką jakoby nieefektywnej gospodarki radzieckiej.
Oczywiście, należy sobie zdawać sprawę z tego, że z momentem ewentualnego wygrania rywalizacji przez prawicę narodową natychmiast zacznie się bezpardonowa walka między narodowymi państwami kapitalistycznymi o liderowanie w zakresie gospodarczym. W ramach UE, miejsce producenta dla całości zachowały Niemcy, co ilustruje całkiem racjonalną politykę wewnętrznego podziału pracy w ramach większej, adekwatnej do współczesnej skali gospodarowania, całości. Problem w tym, że z liderowania Niemiec niekoniecznie są zadowoleni producenci w pozostałych krajach Europy. Okazuje się, że połowiczna wspólnota europejska daje ogromną przewagę gospodarce niemieckiej, co przekłada się na rosnące zadłużenie budżetów pozostałych państw i ich coraz bardziej obezwładniającą bezradność produkcyjną.
Tutaj można odwołać się do modelu jugosłowiańskiego, który był już laboratoryjnym eksperymentem dowodzącym, że niekonsekwentna socjalizacja (w sensie budowy systemu socjalistycznego) przy zachowaniu mechanizmu rynkowego nie podporządkowanego interesom klasy bezpośrednich producentów prowadzi do zróżnicowania regionalnego i rozpadu wspólnoty w sytuacji rozpadu autorytarnych mechanizmów sprawowania władzy.
Doskonałe potwierdzenie znajdujemy w rosnącym autorytaryzmie władzy unijnej biurokracji, która ukróca wolność opinii i słowa oraz osobistą wolność obywateli poprzez narastającą kontrolę ich życia w każdym aspekcie. Mamy więc model jugosłowiański powtórzony w o wiele większej skali, gdzie wewnętrzne sprzeczności między częściami całości opartej na interesach biurokracji nie będącej żadnym podmiotem gospodarczym, a więc i politycznym, prowadzą do rozsadzenia wspólnoty od wewnątrz.
Wyjściem byłoby narzucenie UE prawdziwie socjalistycznych podstaw Zjednoczonych Stanów Europy, a więc oparcie gospodarki na planowaniu i poddanie jej interesom bezpośrednich producentów. Jednak prawica z uporem maniaka stoi na stanowisku, że UE to model czysto komunistyczny, a więc należy trzymać się jak najdalej od socjalistycznych recept.
Wracamy więc do konfliktów politycznych wewnątrz ruchu robotniczego i socjalistycznego. Nowoczesna lewica nie jest w stanie nawiązać do tych konfliktów i wyciągnąć wniosków z historii ruchu robotniczego. UE jako mechanizm, który musiał uzyskać przyzwolenie lewicy (antykomunistycznej i antymarksistowskiej) w okresie powojennym (stalinizm nie sprzyjał klaryfikacji ideologicznej w ruchu robotniczym), a jednocześnie ta lewica nie kwestionowała kapitalistycznego sposobu produkcji, tylko obchodziła go szerokim łukiem z lewa (a właściwie od strony wolnościowej i anarchizującej) pod hasłem wyższości instytucji demokratycznych nad twardym interesem ekonomicznym. Jest to totalna aberracja w przypadku lewicy, niemniej na tej aberracji opiera się cała historia romansu między nową lewicą a biurokratyczną strukturą ostatecznej UE.
W efekcie, Rosja nie była potrzebna Europie w charakterze podboju, ponieważ zdezindustrializowana Europa Zachodnia nie potrafiłaby zagospodarować tych zasobów. W jakimś sensie była do tego zdolna gospodarka niemiecka i dlatego komentatorzy polityczni nierzadko odnoszą wrażenie, że amerykańskie podgrzewanie konfliktu Europy z Rosją wynikało z demonicznego celu rozwalenia gospodarki niemieckiej. Faktycznie, zdezindustrializowana gospodarka amerykańska, która wypuściła dżina z butelki pod postacią uczynienia z Chin fabryki świata, stanęła przed realną groźbą, że chińska ekspansja na Europę, której gospodarka będzie współdziałała z gospodarką chińską poprzez medium, jakim będzie współpraca z kolei Niemiec z Rosją, realnie zagraża hegemonii finansjery zachodniej. Żywiołowy rozwój gospodarki Chin prowadzących ekspansję na resztę świata trzyma w szachu międzynarodowe ośrodki finansowe, ponieważ kontroluje rzeczywistą produkcję, bez której owe strumienie finansowe to po prostu kolejne bańki pękające przy drobnym ruchu ze strony gospodarki rzeczywistej, materialnej.
Takie są więc stawki w tej globalnej rozgrywce.
Przy okazji, konsekwentny rozwój modelu amerykańsko-europejskiego prowadzi do wyniszczenia sił wytwórczych w Europie. Widzimy to na przykładzie upadku rolnictwa europejskiego, które ulega tej samej tendencji, co przemysł. Utrzymywanie społeczeństw, które nic nie produkują, a jedynie domagają się wynagrodzenie za tworzenie wartości, która nie ma szans na realizację w postaci konkretnego, namacalnego, materialnego zysku, jest wewnętrznie sprzeczne. Prawica narodowa dostrzega pewne elementy tego zagrożenia i proponuje równie utopijną wizję powrotu do przeszłości, z której realna jest totalna wojna wszystkich przeciwko wszystkim.
Z marksistowskiego punktu widzenia, faktycznie wyjście jest wyłącznie w organizacji planowej gospodarki, w której interesy poszczególnych społeczeństw muszą zostać zorganizowane, ponieważ nie leży w interesie społeczeństw służenie jako mięso armatnie dla kapitalistycznych ambicji. UE nie stwarza warunków dla realizacji tej idei, zaś nie ma lewicy, która byłaby zdolna wyartykułować ten postulat i stworzyć program gospodarki z gruntu socjalistycznej i planowej.
Nie mamy przekonania, że dominacja chińska w sytuacji autonomii chińskich kapitalistów (postulat demokratyzacji chińskiego aparatu władzy stawiany przez niezwykle inteligentną lewicę radykalną) spełniałaby warunek narzucenia dyktatury proletariatu. Bez tego warunku mamy jednoznaczny powrót do stosunków kapitalistycznych, a ponieważ nie udało się pokojowo i niezauważalnie przejąć hegemonii (naturalnej sukcesji) przez Chiny w produkcji materialnej, to przejście będzie brutalne i krwawe.
W pewnym sensie, ekspansja gospodarek „kontynentalnych” opiera się na rozciągnięciu swojego modelu gospodarowania na podbite kraje, bez niszczenia ich systemów gospodarczych. Jest to powrót do gospodarek przedkapitalistycznych, stabilnych i mało dynamicznych – w przeciwieństwie do kapitalizmu. W tym sensie model chiński miał potencjał łagodnego przejścia do gospodarki przedkapitalistycznej z hegemonią Chin. Coś na kształt być może łagodnego autorytaryzmu wielkich imperiów, które nie podporządkowują sobie każdego aspektu życia społecznego i jednostkowego, jak to miało miejsce w przypadku systemu kapitalistycznego. Odwrotną stroną tej bezwzględnej centralizacji i autorytaryzmu kapitalizmu jest wolność osobista jako wymóg istnienia rynku pracy najemnej. Jest to wolność od warunków przetrwania, niemniej trenująca społeczeństwo w przywiązaniu do wolności osobistej. Modele przedkapitalistyczne obiecują miejsce w systemie, pewną ochronę, ale kosztem wolności osobistej.
System bezklasowy polega na budowaniu modelu, w którym oba warunki pozostaną łączne. Dla większości ludzi wydaje się to pełną utopią, niemniej alternatywne opcje zostały tu wyłożone. Kluczowym momentem pogodzenia wolności osobistej i ochrony od strony warunków życia jest projekt Marksowski. Nie ma innych projektów, które by stawiały sobie za cel pogodzenie obu tych warunków.
Projekt nowolewicowy, w tym zakresie, w jakim nie był projektem rozkładu ideologii marksistowskiej sterowanym przez aparat kapitalistycznej propagandy koniecznej ze względu na zagrożenie radzieckie, pokładał nadzieję w instytucjach demokratycznych, które powinny skutecznie narzucić ograniczenia na kapitalistyczną chciwość. Sprzeczności wewnętrzne tego projektu pokazywaliśmy wcześniej i wyżej. Rzeczywistość potwierdza nieżyciowość tego projektu, który z czasem ulegał coraz większemu podporządkowaniu interesu społecznego interesowi kapitału w imię efektywności ekonomicznej. Projekt nowolewicowy przede wszystkim, nie zapobiegł procesowi starzenia się kapitalistycznego sposobu produkcji, nie pozwalając mu jednocześnie na przekształcenie się w system alternatywny. Wręcz przeciwnie, lewica nowoczesna stała się wspólnikiem podtrzymującym istnienie kapitalizmu w świecie, w którym alternatywą są wyłącznie systemy autorytarne, nawiązujące do formacji przedkapitalistycznych – ponieważ alternatywa socjalistyczna jako świadomie znosząca kapitalistyczny sposób produkcji zwyczajnie została zlikwidowana przez samą lewicę.
Upadek ZSRR podciął mechanizm nacisku lewicy na kapitał. Jednocześnie, same zasoby Rosji nie stały się czymś atrakcyjnym dla podupadłej gospodarki europejskiej. Niemniej, walka o ich zagospodarowanie dała impuls dla odrodzenia się ideologii nacjonalistycznej prawicy. Nie na zasadzie, że prężna gospodarka potrzebuje tych zasobów dla swojego funkcjonowania, ale dlatego żeby uniemożliwić innym skorzystanie z tych zasobów. Na przykład – gospodarce chińskiej.
Z jednej strony mamy więc model chiński, który reprodukuje poniekąd model ekspansywnego, dynamicznego kapitalizmu, a więc obiecuje wolność rynkową i kontynuację wzrostu dającego społeczeństwu dobrobyt – no, tyle że innym społeczeństwom niż dotychczas. Tym mianowicie, które tej możliwości rozwoju i dobrobytu były dotąd pozbawione. Okazało się więc, że lewica zachodnia jest głęboko rasistowska i zakłamana. Teoretycznie powinna się zgodzić na rolę tzw. otoczenia niekapitalistycznego dla nowej ścieżki rozwoju kapitalistycznego, która zakończyła się w świecie zachodnim ze względu na upadek gospodarki realnej, będącej fundamentem kapitalistycznej dynamiki. W ten sposób lewica doczekała się praktycznego potwierdzenia Marksowskiej przepowiedni co do końca mechanizmu kapitalistycznego. Jak twierdził Marks, w przypadku pełnej globalizacji i centralizacji kapitalizm napotyka na barierę maksymalizacji zysku. Konsekwencją jest normalny proces gaśnięcia gospodarki, co wyraża się w zbędności rozbudowanej tzw. klasy średniej, która jest wskaźnikiem nadprodukcji materialnych warunków reprodukcji społeczeństwa nad kosztami jego utrzymania, czyli tego, co trzeba przeznaczyć na konsumpcję produkcyjną i konsumpcję klasy wytwórców bezpośrednich. W efekcie społeczeństwo zamienia się w społeczeństwo dwubiegunowe: właściciele kapitału i środków produkcji oraz proletariat.
Zasadniczo, gdyby globalizacja była konsekwentna, taki model objąłby cały świat. Rozwiązaniem mogłoby być tylko totalne powstanie proletariatu przeciwko właścicielom środków produkcji. Lewica przyczyniła się jednak do utrzymania nierównomierności tempa rozwoju gospodarczego świata, co zapobiegło kulminacji owego procesu w rozwiniętych krajach kapitalistycznych. Peryferie, wbrew wysiłkom ZSRR, aby zamienić je w nowoczesne gospodarki i państwa demokratyczne, pozostały zacofane. Jednym z czynników powstrzymujących przed ich unowocześnieniem było zawsze wymaganie przez lewicę nowoczesną, aby demokracja poprzedzała warunki ekonomiczne. Co – z punktu widzenia marksizmu – jest postulatem totalnie absurdalnym. Kapitała sam wykonał głupi ruch poprzez dezindustrializację, co zresztą było także efektem błędnej optyki nowoczesnej lewicy. Nie chcemy oskarżać lewicy o działanie świadome, niemniej polityka nowoczesnej lewicy nasuwa na myśl powiedzenie, że głupota bywa gorsza niż zbrodnia.
Jeśli wziąć pod uwagę sytuację Rosji, to podporządkowana pozycja wobec gospodarki niemieckiej wydawała się kompradorskiej burżuazji rosyjskiej całkiem wygodnym wyjściem. Klasa średnia, która wyrosła w ZSRR, także była zainteresowana utrzymaniem i podniesieniem poziomu życia dzięki przyłączeniu do Zachodu. Problem w tym, że Europa w żaden sposób nie była przygotowana na asymilację gospodarki rosyjskiej w swoim projekcie. Jak już mówiliśmy wcześniej, gdyby Europa była gotowa ratować swoją produkcję przemysłową, wówczas zasoby rosyjskie byłyby dla niej zbawieniem. Jednak zdezindustrializowana Europa nie była zainteresowana owymi zasobami.
Ten brak woli politycznej, brak samodzielności politycznej, dał pożywkę siłom prawicy nacjonalistycznej, dla której zasoby Rosji stanowią cenną rzecz. Stąd poniekąd zaskakująca dla części obserwatorów względna przychylność prawicy suwerenistycznej dla sprawy rosyjskiej. Dodatkowo, Rosja w odruchu samoobrony postawiła na odbudowę własnej samodzielności ekonomicznej i politycznej – nie dano jej innego wyboru. A taki ruch, który dla prawicy i dla różnego typu nacjonalistów stał się wzorem i natchnieniem, dla unijnej biurokracji stał się niekwestionowanym wyzwaniem. Oczywiście, w samej Rosji istnieją na ten temat skrajnie rozbieżne opinie. Co ciekawe, interesy pasożytniczej oligarchii zdają się zbiegać z postawami radykalnej lewicy – bezwzględne podporządkowanie się linii Zachodu, nie zważając na to, że Zachód odrzuca rosyjskie poddanie się. Demokratyczna lewica i oligarchia uważa, że nie należy straszyć Europy, która rzekomo boi się, że wielka Rosja narzuci Zachodowi autorytaryzm. Dlatego „dekolonizacja” Rosji pozwoli – w tym samooszukiwaniu się – na przyjęcie okrojonego państwa wokół Moskwy do grona klubu bogatych. Rzecz idzie więc o to, czy Rosja powinna porzucić stawkę na odbudowę swojej gospodarki i przyłączyć się do coraz bardziej ujawniającej swoją bezsilność i brak samodzielności oraz bazy ekonomicznej Europy, czy też postawić na narastającą burzę wzniecaną przez siły nacjonalistyczno-suwerenistycznej prawicy. Z wszelkimi tego konsekwencjami.
Rozejście się obu tendencji politycznych jest coraz wyraźniejsze. Ruchy prezydenta Trumpa ujawniają rozkład „kolektywnego Zachodu” i konsolidują istnienie dwóch bloków, póki co jeszcze chwiejnych. Zresztą, jako marksiści, rozumiemy, że konsolidacja bloków pozostaje tendencją, natomiast prawdziwe sprzeczności i konflikty przebiegają nie między organizmami państwowymi reprezentującymi interesy klas panujących, ale w poprzek, wewnątrz społeczeństw. Są to sprzeczności klasowe, które jako jedyne pozwalają na wykrystalizowanie się prawdziwej alternatywy. Postawa klas panujących będzie stale podlegała reewaluacji ze względu na bieżące interesy. Sojusze i zdrady są tu na porządku dziennym.
W tym sensie nie jesteśmy również zwolennikami lewicy narodowej, która stanowi jedynie przydatek do polityki narodowej prawicy. Tutaj linią przewodnią pozostaje interes klasy produkcyjnej.
W efekcie braku samodzielności Europy wobec polityki hegemonicznej USA, problem Rosji jako następczyni ZSRR pozostał nierozwiązany, ba, nie był nawet podjęty po upadku ZSRR. Przejście Rosji na tory gospodarki kapitalistycznej powinno było automatycznie włączyć ją w obręb gospodarki europejskiej. Nie jest tak, że postawa i opinie takich mocarstw jak Polska czy „emiraty bałtyckie” miały tu decydujące znaczenie. Powodem, dla którego Rosja nie została włączona ani uznana za wroga przez Europę Zachodnią, był jej brak samodzielności politycznej i ekonomicznej.
Klasa panująca w Rosji była gotowa przyjąć warunki kapitulacji w zamian za stworzenie warunków dla rozwoju gospodarczego, który był oczekiwany, jako że aksjomatem upadku ZSRR i bloku wschodniego było to, że przechodzimy na model efektywny ekonomicznie. Nie było żadnym problemem dla rządzących czy dla tzw. klasy średniej to, że większość społeczeństwa ulegnie gwałtownej pauperyzacji – to też była cena efektywności, korzystnej dla przedsiębiorczych i wykształconych oraz kreatywnych. Pauperyzacja owej tzw. klasy średniej nie wchodziła w rachunek transformacji ustrojowej, a jednak okazała się konsekwencją upadku ZSRR. I to nie tylko dla społeczeństwa postradzieckiego, ale i dla społeczeństwa zachodnioeuropejskiego.
Gdyby Federacja Rosyjska rozpadła się na wzór ZSRR, to gospodarka niemiecka nie miałaby nawet tego krótkiego okresu korzystania z zasobów rosyjskich, ponieważ UE nie miałaby ani ochoty, ani siły na zawojowanie Syberii. W pewnym sensie, pozostanie Rosji w kształcie nienaruszonym dawało gospodarce niemieckiej przewagę nad innymi chętnymi do zawłaszczenia zasobów. Wychodzi na to, że Europa sama nie skorzystała z okazji, aby uczynić z Rosji swoją kolonię, na co Rosja była gotowa. Ponieważ nie było ruchu porządkującego ze strony Europy, Rosja była zmuszona do podjęcia w końcu decyzji, co robić. Być może, Rosja widząc, iż Europa nie zdradza ochoty na zajmowanie się wschodnią częścią kontynentu, pochłonięta problemami z nowymi nabytkami unijnymi i natowskimi, zaczęła konsolidować swoją gospodarkę i zabezpieczać swoje rynki zbytu.
Gospodarka Ukrainy była od początku niepodległości silnie związana z gospodarką rosyjską. Dość powiedzieć, że oligarchia ukraińska była odpryskiem oligarchii rosyjskiej. Podskakiwać mogła na tyle, na ile pozwalały jej interesy gazowe. Bogactwo swoje ta oligarchia budowała na przyzwoleniu kradzieży gazu rosyjskiego, na produkcji na rynek rosyjski itd. Podobnie jak w innych krajach postsocjalistycznych, nowe społeczeństwo gardziło pozostałościami radzieckiej przeszłości, w tym przemysłem. Powszechną odrazę budzili górnicy Donbasu, którzy z powodu prywatyzacji i bezwzględności kapitału dorabiającego się na rujnowaniu przemysłu, nie mieli innego wyjścia jak wspierać „swoich” oligarchów. Elita polityczna przerabiała się szybko na modłę zachodnią. Jej programem było zabicie przemysłu Donbasu. Podobnie jak Rosja, Ukraina liczyła na swoją przydatność dla gospodarki Europy Zachodniej. Była to jednak błędna rachuba. Podobnie jak w przypadku Rosji. Niemniej Ukraina miała w zanadrzu atut, którego nie miała sama Rosja – mogła stać się szpicą antyrosyjskości, podbudowując nowolewicowe, stare projekty wyzwalania małych narodów spod okupacji Wielkorusów. W braku programu gospodarczego, musiał wystarczyć program polityczny. Nie mając nic do zaproponowania ani Rosji, ani Ukrainie, Europa ochoczo przystała na zamaskowanie tej bezradności poprzez ulubiony przez lewicę projekt niesienia kaganka demokracji pod strzechy.
Zachodnia Europa całkowicie w sposób zakłamany postawiła przed Ukrainą wabik, który miał pomóc w projekcie „dekolonizacji” Rosji. Co prawda, Europa nie miała nic do zaoferowania ani Rosji, ani Ukrainie w przypadku udanej „dekolonizacji” (ponieważ przemysłu nie ma, rolnictwo własne jest w opłakanym stanie, a na opłacanie udziału Ukrainy i tym bardziej Rosji w projekcie unijnym zwyczajnie brak pieniędzy), niemniej można było znaleźć pretekst w postaci niezłomności w stawianiu warunku demokratyzacji gospodarkom w stanie upadku.
Rzecz jasna, próba odbudowy samodzielności ekonomicznej, na jaką zdobył się Putin po niechlubnym okresie rządów Gorbaczowa i Jelcyna, wymagała uporządkowania kwestii polityki międzynarodowej. Zamiast połączenia sił Rosji, Ukrainy i Białorusi, co oczywiście stanowiłoby pewne wyzwanie dla UE, być może prowadzące do obudzenia się podobnych tendencji odbudowy gospodarki, owe próby uporządkowania relacji z sąsiadami napotkały na bezwzględny sprzeciw ze strony Zachodu. Taka polityka psa ogrodnika – sami nie potrafimy, to chociaż przeszkodzimy innym.
Nie będziemy się wdawać w dywagacje na temat tego, czy integracja gospodarcza obszaru poradzieckiego miałaby pozytywne skutki dla regionu. Prawdą pozostaje jednak fakt, że to właśnie próba odbudowy gospodarki realnej spowodowała wściekłą reakcję Zachodu, odrzucającego ten projekt u siebie. Podobnie jak rozwój gospodarki chińskiej, ewentualne podniesienie się samodzielne gospodarki rosyjskiej (i jej sąsiadów) było odczytane jako bezpośrednie zagrożenie dla Zachodu, który zrzekł się przemysłu dla pasożytniczego stylu życia. Ciekawe jest to, że interes kapitalistów (kompradorskich) nie spełnił tej samej funkcji, co interes kapitalistów budujących kapitalizm u progu ery nowożytnej. Starczy kapitalizm preferuje model pasożytniczy, nie produkcyjny. Dla nowoczesnej lewicy jest to zagrożenie dla jej utopii socjalnej – odbudowuje się bowiem walkę klasową, którą na Zachodzie dawno już zastąpiono kwestiami socjetalnymi (jak to określają Francuzi), czyli kwestiami obyczajowymi i kulturowymi.
Wiadomo, że przyroda pustki nie znosi, w końcu zawsze zapełni ją czymś. Oczekiwanie ze strony Rosji, że jakikolwiek sposób zostanie włączona w obieg cywilizacji zachodniej nie zostało spełnione, więc Rosja musiała podjąć jakieś działania, aby utrzymać tkankę społeczną. I na to nie ma przyzwolenia.
Sankcje wobec jakiegokolwiek kraju są zbrodnią. Jeżeli dziś krytykuje się zasadnie Rosję za to, że niszczy infrastrukturę energetyczną Ukrainy, to jednak zapomina się o tym, że sankcje ekonomiczne mają na celu dokładnie to samo – spowodowanie, że życie stanie się niemożliwe w kraju na celowniku. Liczby ofiar są całkowicie porównywalne, jeśli nie większe. Dlatego Rosja jest państwem wobec którego Europa prowadzi wojnę od czasów upadku ZSRR. Brak asymilacji do obiegu gospodarczego Europy jest nieodzownie związane z sankcjami, kiedy tylko społeczeństwo próbuje rozwiązać tę niemożliwą do zniesienia sytuację powolnej śmierci, wymierania całych pokoleń i braku perspektyw dla kolejnych pokoleń.
Dlaczego Ukraina poszła na lep tych samych pustych obietnic, co Rosja? Zamiast tworzyć z Rosją blok oporu wobec zachodniego imperializmu, który doprowadził do upadku społeczeństw, których nie potrafił zintegrować. Zachowanie co najmniej nieodpowiedzialne. Wyjaśnienie jest proste – tu grają interesy nowobogackich klas panujących, a nie samego społeczeństwa. Najbardziej haniebne w tym wszystkim jest to, że imperialistyczna polityka znajduje całkowite poparcie ze strony lewicy radykalnej.
Współczesna gospodarka nie jest zbiorem oderwanych podmiotów, które ze sobą rywalizują nie mogąc w pewnym sensie zmienić ogólnych warunków globalnego rynku. Współcześnie, siły wytwórcze poszczególnych państw mogą być tak wielkie, że wystarczą dla zaopatrzenia większej części światowych rynków. Nie ma innego wyjścia, jak gospodarka planowa i międzynarodowy socjalistyczny podział pracy. Alternatywą są walczące między sobą gospodarki krajowe, czyli powrót na przerobiony już szczebel historii.
Jeśli chodzi o USA, to nastąpiła tam zmiana paradygmatu na odbudowę liderowania w światowej gospodarce. Europa nie ma na to ani ochoty, ani możliwości. Jeśli Europa chce zaistnieć na światowym rynku jako samodzielny i znaczący gracz, to powinna pozostać zjednoczona. Poszczególne państwa europejskie, niezależnie od ich historycznej przeszłości, są dziś zbyt małe, aby wejść do międzynarodowej rywalizacji na równych prawach. Pierwsza walka zacznie się w Europie o zasoby rosyjskie, jeśli tylko zwycięży opcja prawicowo-nacjonalistyczna. Dlatego USA usiłują zdekolonizować Rosję, zanim Europejczycy nie dojrzeją do tego pomysłu, aby zawalczyć o rosyjskie bogactwa. W pewnym sensie, Europa znajduje się wobec USA w tej samej pozycji, w jakiej są Rosja i Ukraina wobec Europy. Powstrzymywanie ruchu Europy prowadzącego do jej samoratowania prowadzi do sytuacji, w której już nie pozostanie nic innego, ale wówczas warunki będą skrajnie niesatysfakcjonujące.
Zjednoczenie Europy na zasadach socjalistycznych jest jedynym wyjściem, które stanowiłoby również dla świata wyjście z impasu zagrożenia totalną wojną wszystkich przeciwko wszystkim. I tu brakuje czynnika subiektywnego, podczas gdy warunki obiektywne są całkowicie dojrzałe.
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
7 lutego 2026 r.






Users Today : 117
This Month : 983