Ile to już pokoleń lewicy walczy o pokój? A czy kiedykolwiek, na jedno chociażby pokolenie wojny imperialistyczne stały się nieobecne? Dziś lewica domaga się, aby agresor zaprzestał agresji, zaś NATO – aby zaprzestało się dozbrajać.

Czy to jakaś paranoja? Jeżeli mały i zastraszony kraj, korzystający ze swego powszechnie uznawanego prawa do wyboru sojuszników, odwołuje się do NATO w obliczu zagrożenia ze strony wielkiego, agresywnego mocarstwa, to chyba nie po to, aby nakłaniać Pakt do osłabiania swego wojennego potencjału.

Co więcej, jeśli przyjąć, że cały obecny potencjał militarny NATO nie był w stanie przestraszyć Rosji, to znaczy, że dozbrojenie Paktu było raczej niewystarczające niż nadmierne. Tak po prawdzie, to postulat Pracowniczej Demokracji, aby wymusić na NATO rezygnację z wyścigu zbrojeń, ostatecznie sprowadza się do tego, czego żądała Moskwa w swoim „ultimatum” przed agresją – do ograniczenia ekspansji NATO na wschód.

Głupio trochę…

Ale w końcu to jest powód do optymizmu. Wychodzi bowiem na to, że Rosja nadaje postulatom antytotalitarnej lewicy nieoczekiwany argument siły. Lewica rutynowo nie liczyła na efekt swoich postulatów, a tu masz babo placek! Jest takie powiedzenie, że jak pan Bóg chce kogoś pokarać, to spełnia jego marzenia! Pracownicza Demokracja właśnie wymusza czołgami pożytecznych idiotów z Kremla realizację swego żądania zmniejszenia potencjału wojskowego NATO.

*

Natury nie oszukasz. W naturze kapitalizmu leży walka o źródła stale rosnącego zysku. Inaczej nie ma mowy o dynamice, z której system kapitalistyczny jest tak dumny. Rynki były zawsze, służąc nie tyle jako źródło zysku, co jako sposób wymiany. Na takim rynku, w którym brali udział właściciele środków produkcji, nie było zysku. Dążenie do zysku pojawiło się wraz z pojawieniem się bezpośredniego producenta pozbawionego własności środków produkcji. Dlatego, w marksizmie, zysk jest bezpośrednio związany z istnieniem pracy żywej, czyli z pojawieniem się siły roboczej.

Ale samo pojawienie się siły roboczej nie daje jeszcze gospodarki kapitalistycznej z jej zasadą maksymalizacji zysku. Właściciel środków produkcji i siły roboczej wymienia na rynku towary na towary innych właścicieli środków produkcji i siły roboczej. Rozliczenie z siłą roboczą w niewolnictwie czy w feudalizmie odbywa się poza rynkiem pracy. W kapitalizmie mamy odrębny rynek – rynek pracy. Co nie zmienia relacji między właścicielami. Ci ostatni, aby zrealizować wartość dodatkową (którą w postaci realnej, materialnej produkcji) wytworzyła zaangażowana siła robocza, muszą sprzedać owoce produkcji na rynku. Nie byłoby to możliwe z zyskiem, gdyby nie przesunięcia w czasie zbytu oraz gdyby nie możliwość stałego rozszerzania obszaru ekspansji. To taka globalna piramida – dopóki są następni frajerzy, którzy pozwalają na ruch w obrębie struktury, to całość funkcjonuje na zasadzie rozchodzenia się fali po wodzie czy wstrząsu po sieci. Następują przesunięcia w realizacji płatności, które mogą być odroczone, ponieważ istnienie kolejnego ogniwa piramidy uwiarygodnia to, że uczestniczącej jednostce zostanie w przyszłości wypłacona należność. Wszystkie procesy dokonują się równolegle, więc dla jednostki nie są do wychwycenia te drobne niuanse, które w masowej skali tworzą wrażenie płynności procesu.

Staje się to możliwe dopiero z chwilą, kiedy następuje nieuchronne zablokowanie działania systemu w jakimś miejscu. Wówczas, jak to w piramidzie, wszystko zaczyna się walić. Dobrze obrazuje to funkcjonowanie rynku finansowego, który jest idealnym, modelowym odwzorowaniem rzeczywistego rynku. A wszystko opiera się na rzeczywistym podłożu gospodarki realnej, czyli tej, która wytwarza materialne podłoże dla całej operacji wymiany, która zamienia chleb w złoto. Odwrotnie niż w micie o królu Midasie, dla kapitału strawne jest tylko to, co się zamieniło w złoto. Chlebem pod postacią chleba, a nie pieniądza, kapitalistyczny Midas umiera z głodu i pragnienia.

Dlatego naturą kapitalizmu jest ekspansja i zamiana wszystkiego w złoto. Dopóki mechanizm działa sprawnie – na tyle, na ile może działać sprawnie piramida, dopóty wszyscy są mniej lub bardziej zadowoleni. Utrzymywanie i zamienianie różnych obszarów w tereny ekspansji – możliwe tylko, jeśli te tereny nie będą traktowane jako równoprawni współuczestnicy kapitalistycznego rynku, jest warunkiem sine qua non systemu kapitalistycznego.

To, co było wiadome marksistom pokolenia Lenina, całkowicie umyka pokoleniom lewicy, która nastąpiła potem i usiłuje dziś doskonalić logikę kapitalizmu, tak aby była ona przyjazna dla wszystkich. Dlatego lewica antytotalitarna nie rozumie, dlaczego taka Rosja nie może spokojnie rozwijać się jako gospodarka kapitalistyczna i nie przejawiać agresji wobec potencjalnego „otoczenia” dla własnej ekspansji. Zwyczajnie, w przeciwnym przypadku stanie się nieuchronnie i z przyrodniczą koniecznością terenem ekspansji pierwszych graczy w piramidę. Na tym polega sens piramidy – beneficjentami netto są pierwsi gracze, zaś cały ogonek, który dołączył się później, jest tylko płatnikiem netto, zabezpieczającym przyrost zysków pierwszym szczęśliwcom.

Dlatego konflikt między oszukanymi z końca ogonka a aroganckimi szczęśliwcami z początku jest momentem, w którym pojawia się możliwość przełamania logiki kapitalizmu i ustanowienia nowego mechanizmu gospodarczego. Nowy mechanizm, w którym wymiana znowu dokonuje się między właścicielami środków produkcji, którzy jednocześnie są siłą roboczą, nie generuje zysku. Zatrzymuje się na wytwarzaniu wartości dodatkowej. Tę rozlicza się czasem pracy – wszystko, jak nauczali klasycy. Czego tu jeszcze nie rozumieć?

*

Skoro konflikt wojenny dotyczy gospodarki, a nie psychologii jednostki z psychologią tłumu w tle, to jego rozwiązania należy szukać w rozwiązaniu kwestii ekonomicznej. Z całym szacunkiem dla mniejszości wszelkiego typu – w tej rozgrywce są one tylko tematem zastępczym. Lewica teoretycznie wie, że chodzi o gospodarkę, ale w praktyce jakby o tym zapomina, albo nie potrafi tego przełożyć na sposób działania. Pozostawia z całą świadomością kwestie gospodarki w gestii kapitału, a potem ma świetną zabawę w ruch pokojowy, który skupia się na wszystkim (na czym zresztą ani lewica, ani przeciętny obywatel nie będący ekspertem wojskowym się nie zna), aby tylko nie na tym, co wynika z jej własnej myśli teoretycznej.

No, tak naprawdę lewica myśli, że zajmuje się ekonomią, kiedy zajmuje się odizolowanym od sfery produkcji kapitalistycznej rynkiem pracy. W efekcie daje to możliwość zaistnienia dawno przebrzmiałym koncepcjom organizacji społeczeństwa w logice niewolnictwa lub feudalizmu, no, dopuśćmy, że formacji azjatyckiej.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
1 marca 2022 r.