Lewica nie powinna się wstydzić za Stalina, twierdzi Piotr Ciszewski w pogadance z cyklu „Historia czerwona” z 28 kwietnia b.r. Ściślej, lewica nie ma powodu, aby za Stalina przepraszać prawicę.

Można by się z nim zgodzić, ale tłumaczenie sprowadzające się do sporu o historię między lewicą a prawicą jest bardzo delikatnie mówiąc niewystarczające. Pozostaje nie ruszony temat sporu o stalinizm w ramach samej lewicy. A ta kwestia ma znaczenie wręcz fundamentalne.

Trzymajmy się faktów. Trudności gospodarcze, w jakich znalazła się Rosja radziecka, potem jak internacjonalistyczna socjaldemokracja okazała się skrajnie nacjonalistyczna w obliczu I wojny światowej, były o wiele gorsze niż to, co dziś przeżywa Federacja Rosyjska. Trwała wojna interwencyjna na terytorium samej Rosji.

Te warunki na pewno nie sprzyjały ustanowieniu systemu demokratycznego w burżuazyjnym tego słowa znaczeniu. W normalnym trybie, kraje zdewastowane gospodarczo stają się wdzięcznym polem dla inwestycji w celu odbudowy dla kapitału zagranicznego. W przypadku Rosji nie było tego, zaś jakakolwiek współpraca ekonomiczna ze strony państw kapitalistycznych nie była nastawiona na przyszłe zyski z zainwestowanych pieniędzy, ale na bieżący, natychmiastowy rabunek odbudowującej się gospodarki radzieckiej. Z oczywistych przyczyn ideologicznych.

Do tego dochodziła arogancja rodzimej biurokracji, która powielała sposoby działania dawnych urzędników carskich w odniesieniu do ludności pracującej na roli lub w fabrykach. Recydywa tych metod była spowodowana ustępstwami z programu bezpośredniej demokracji robotniczej. To zaś wynikało z tego, że w krajach rozwiniętych, dojrzałych do przewrotu ustrojowego i których funkcjonowanie ukróciłoby recydywę metod biurokratycznych poprzez mechanizm naśladownictwa i panującą powszechną mentalność, socjaldemokracja nie miała zamiaru rezygnować z przywilejów uczestnictwa w życiu politycznym państwa burżuazyjnego.

Jak słusznie twierdzi Ciszewski, Stalin był w tym momencie politykiem pragmatycznym i skutecznym w bieżącej rozgrywce politycznej. Problem jednak leżał w tym, że ta skuteczność działania przesłaniała program polityczny bolszewików. Dlatego, przede wszystkim, Stalin – z przyczyn oczywiście pragmatycznych – zdecydował się na uciszenie głosów sprzeciwu ze strony starych bolszewików, którzy jeszcze wiedzieli o co chodziło w rewolucji proletariackiej.

Sama niebolszewicka lewica rosyjska była podzielona. Anarchistyczne pomysły demokracji bezpośredniej, zastępującej dyktaturę proletariatu i wykorzystanie państwa jako aparatu przemocy wobec interesu kapitalistycznego, były przez Stalina nie tylko chwilowo zawieszone jako nieefektywne w okresie przełomowej walki rewolucyjnej, ale zlikwidowane jako sprzeczne z tą wizją pragmatycznego wyjścia z niezwykle trudnej sytuacji młodego państwa radzieckiego, jaką przyjął Stalin. Jak by nie patrzył, działania Stalina są poniekąd naśladowane przez Putina, a mianowicie są nakierowane na minimalizowanie punktów konfliktowych z kapitalistycznym wrogiem. Neutralizacja sankcji ekonomicznych w relacjach z ZSRR miała priorytetowe znaczenie. Ceną za to były zdrady ruchów rewolucyjnych i walk robotniczych w Europie i na świecie.

W tym momencie, Stalin nie był już pragmatykiem bolszewickiej tradycji rewolucyjnej, ale pragmatykiem – jak Putin – rosyjskiego nacjonalizmu. Pragmatyzmem polityki Stalina było w związku z tym cofnięcie sytuacji Rosji do okresu przedrewolucyjnego i wybór innej, niebolszewickiej drogi. Droga socjaldemokratyczna, która zakładała ewolucyjne zmiany w systemie kapitalistycznym na korzyść elementów postępowej polityki socjalnej, miała sens i podstawy dla gospodarek wysokorozwiniętego kapitalizmu oraz czerpiących nadzwyczajne zyski z eksploatacji kapitalistycznych peryferii. Rosja, chcąc skorzystać z tej drogi rozwojowej i nie stając się kapitalistyczną peryferią, musiała sięgnąć po status mocarstwa. Nie będąc mocarstwem ekonomicznym, mogła stać się mocarstwem militarnym, demograficznym, ze swoimi strefami wpływu. To wszystko było potrzebne do tego, aby Zachód przyjął Rosję jako równorzędnego partnera i pozwolił się jej zintegrować w ramach uprzywilejowanego klubu superbogatych wyzyskiwaczy kolonii i postkolonii, słowem „otoczenia niekapitalistycznego” (lub zatrzymanego na etapie prekapitalistycznym).

Istnieje pewne niedopowiedzenie na lewicy, które skutkuje brakiem zrozumienia dla rzeczywistego procesu historycznego i nie pozwala na wyraźne widzenie tego, co dzieje się obecnie. Równorzędność Rosji jako demokratycznego państwa burżuazyjnego jest niemożliwa do akceptacji przez państwa burżuazyjne Europy. Imperium carskie jako jedyne spośród imperiów europejskich nie rozpadło się w wyniku tzw. Wielkiej Wojny. W momencie, kiedy upadł projekt bolszewicki zastępujący logikę stosunków międzynarodowych kreowaną przez narodowe państwa burżuazyjne, utrzymanie imperium rosyjskiego jako ZSRR było jedynym sposobem, w jaki mózg burżuazyjny był w stanie zinterpretować tę sytuację. Stąd, w analizach burżuazyjnych oraz lewicy „antytotalitarnej” ZSRR był utożsamiany z ideą mocarstwowości zagrażającej zachodniemu systemowi demokratycznemu.

Część lewicy, a do tej części zdaje się obecnie skłaniać Ciszewski, co bynajmniej nie jest wyrazem jego stanowiska od początku politycznej kariery, uważa stalinizm za model pragmatyczny, którego celem było przetrwanie idei państwa proletariackiego do sprzyjającego momentu, kiedy można będzie do tej idei powrócić. Oczywiście, odrzucając stalinizm z jego niedemokratyzmem.

Ta lewica dzieli się na tych, którzy akceptują stalinizm jako formę przetrwalnikową i wywodzą chwałę Stalina z tego właśnie, iż potrafił on przechować ZSRR jako miejsce dla możliwego odbicia się idei bolszewizmu od dna i do marszu ku realizacji założonego programu, oraz na tych, którzy widzą w stalinizmie nie tyle pragmatyzm walki z burżuazją, ale skuteczną metodę walki z programem bolszewickim jako takim. Stalinizm był więc przede wszystkim rozprawą z przeszkadzającym w prowadzeniu pragmatycznej polityki neutralizowania zachodniej wrogości programem robotniczym, liczącym raczej na wsparcie zachodniej klasy robotniczej niż rządów burżuazyjnych.

W tym sensie, krytyka stalinizmu z pozycji marksistowskiego ruchu robotniczego niespecjalnie ceni pragmatyzm stalinizmu wobec zachodniej burżuazji. Nacisk jest tu raczej położony na destrukcję programu robotniczego, alternatywnego, a nie opierającego się na konwergencji ustrojowej, systemu wobec kapitalizmu. Z dzisiejszego punktu widzenia widać, że neutralizacja sprzeczności między systemami nie powiodła się, nawet za cenę pragmatycznych, daleko idących ustępstw ze strony ZSRR, a następnie Federacji Rosyjskiej. Jednocześnie, utracone zostało zaufanie europejskiej klasy robotniczej.

Oczywiście, wszystko zależy od jakości lewicy, która powinna podjąć zawieszoną część koncepcji stalinowskiej w nowej sytuacji. Jakość tej lewicy została jednak skutecznie osłabiona przez pragmatyczne działania stalinizmu, które sprzyjały uwiarygodnieniu się koncepcji antybolszewickich na lewicy.

Przede wszystkim, stalinizm w samym ZSRR i w państwach satelickich oparł się na nastrojach nacjonalistycznych, co wzmocniło krytykę ZSRR przez lewicę antytotalitarną jako państwa imperialistycznego, dążącego do ekspansji opartej na starych, carskich jeszcze ambicjach imperialnych, a nie na ekspansji rewolucyjnej. Ta lewica, opierając się właśnie na takiej wizji ZSRR jako kontynuatorki imperialnej Rosji i zmaterializowanej w postaci Federacji Rosyjskiej dążącej do odbudowania imperium, ma bardzo dookreślone widzenie sytuacji na Ukrainie w tejże perspektywie.

Charakterystyczne jest to, że w obecnym konflikcie, program klasowy schodzi na plan dalszy, a wyznawcy tej orientacji powielają stalinowski pragmatyzm, tyle że na odwyrtkę.

Lewica poststalinowska nadal uważa Federacje Rosyjską za państwo-depozytariusza wartości rewolucyjnych, uważając integralność Federacji za warunek konieczny, aby idea rewolucyjna nabrała zasięgu od początku i nie startowała od zera lub nawet od ujemnej wartości.

W związku z tym pojawia się tendencja odśrodkowa w ramach Federacji, tak jak poprzednio przy rozpadzie ZSRR. Lewica antystalinowska, a zarazem krytyczna wobec tzw. lewicy antytotalitarnej, opiera się przede wszystkim na woli świata pracy, w tym głównie robotników, którzy byli przeciwni rozpadowi ZSRR. Utrzymanie całości ZSRR było warunkiem sprzyjającym koordynacji działań ruchu robotniczego i przeciwstawienia się kapitalistycznemu (oligarchicznemu) rozwojowi dziejów Rosji. Jednak lewica demokratyczna jak najbardziej popierała ruchy separatystyczne, ponieważ ich perspektywa lekceważyła dążenia klasy robotniczej, skupiając się na programie przyswojenia systemu demokratycznego w warunkach przegranej Zimnej Wojny.

Można by powiedzieć, że czarny scenariusz poststalinowców zrealizował się w tym momencie: Rosja pozbawiona potęgi ZSRR nie tylko nie została włączona w system zachodniej demokracji, ale znalazła się też w sytuacji gorszej niż pod koniec bloku wschodniego. Rosja pozbyła się atutów ekonomicznych: gospodarki planowej i braku prywatnych kapitalistów, którzy dla osobistego zysku są nie tylko gotowi oddać interes własnego przemysłu, ale i mają po temu nieporównanie większe możliwości niż za czasów ZSRR. W efekcie nie doszło do integracji Federacji Rosyjskiej z systemem zachodniej demokracji. Reżymowi pozostał zwiększony wyzysk własnych ludzi pracy, czyli powrót do przezwyciężonej już przez ZSRR sytuacji systematycznego niszczenia ekonomicznego przez Zachód.

Elita rządząca w Rosji odwołuje się do modelu stalinowskiego, ale to społeczeństwo musi na nowo podjąć wysiłek jak w okresie komunizmu wojennego, bez nadziei na zniesienie wyzysku. Tak jak to było przećwiczone już w okresie NEP-u. To nie wpływa mobilizująco na społeczeństwo.

Część rosyjskiej elity lewicowej – podobnie jak socjaldemokracja z początków ubiegłego stulecia – nie widzi konieczności zastąpienia systemu kapitalistycznego innym, alternatywnym systemem produkcji. W ogóle, podobnie jak dla ubiegłowiecznej socjaldemokracji, system produkcji jest problemem nieadekwatnym w dzisiejszym świecie. Biorąc pod uwagę to, że socjaldemokracja głosiła jego nieadekwatność od początku, nadając temu zagadnieniu wymiar teoretyczny w pracach Bernsteina, zasadniczy konflikt klasowy zamyka się w kwestii podziału wartości dodatkowej, a nie w sposobie jej wytwarzania. Dlatego rewolucja typu bolszewickiego nie jest potrzebna. Model stalinowski przetrwał, ale dla dzisiejszej, najbardziej opiniotwórczej lewicy, nie ma on tego znaczenia, jakie przypisują mu fani Stalina. Z tego punktu widzenia nie ma znaczenia utrzymanie jedności politycznej i prawnej obszaru poradzieckiego, w tym i Federacji Rosyjskiej.

Pojawia się tu jeszcze jedno zagadnienie, które uświadomiła nam obecna sytuacja.

Niemożność integracji Federacji Rosyjskiej w ramach systemu zachodniej demokracji, bez demontażu Rosji, wynika stąd, że podmiotowa Federacja ważyłaby zbyt mocno na europejskiej scenie politycznej. Zauważyliśmy już wcześniej, że ZSRR pozostał jedynym reliktem poprzedniego układu kilku wielkich imperiów europejskich. Utrzymanie Rosji poza światem Zachodu miało sens w tym, że można było traktować Rosję jako polityczny mechanizm zarządzania bogactwami naturalnymi i ich eksploatacją w interesie Europy Zachodniej. Symbioza między Rosją a Niemcami, które zyskiwały wówczas możliwość sterowania gospodarką europejską w ramach UE, nie musiała się podobać innym podmiotom europejskim. Niemniej, rozdrobnienie Rosji i utrata przez nią kontroli nad surowcami w interesie Niemiec, a w konsekwencji – Europy Zachodniej, powoduje marginalizację Europy Zachodniej jako ośrodka gospodarczo-politycznego, konkurencyjnego dla USA.

To nie ekspansja Rosji jest postrzegana przez państwa Europy Zachodniej jako zagrożenie, ale ekspansja ekonomiczna Niemiec, które wraz z Nord Stream 2 zyskałyby kontrolę nad energetyką całej Europy. Sankcje, jak powtarzamy od dawna, są obliczone na sterowanie polityką państw europejskich, a nie Rosji. Co do tej ostatniej, to rozpad Federacji jest warunkiem upadku niemieckiej hegemonii. Poprzez kontrolę nad Ukrainą i rozpad Rosji, do roli hegemona w Europie wracają USA.

Część lewicy nastawionej antyrosyjsko podnosi argument o tym, że Rosja pozostaje carskim więzieniem narodów. Z tej perspektywy ekspansja kolonialna obliczona na wewnątrz (jak w przypadku Rosji, która wcielała kolonie do swego obszaru politycznego) generuje niemożność relacji demokratycznych. Faktycznie, można się z tym zgodzić – taki system generuje konieczność skrajnego rozwarstwienia społecznego, albowiem nie jest możliwe łagodzenie i neutralizowanie własnych sprzeczności klasowych przez wyzysk otoczenia, które musi sobie radzić samodzielnie z problemami stwarzanymi przez obcą dominację. Zaś społeczeństwo państw dominujących może zachować pozór demokracji opartej na przekupywaniu klas podporządkowanych. To stwarza wrażenie funkcjonalnego systemu demokratycznego. Tymczasem kraje uzależnione i podporządkowane mają napięte relacje klasowe, albowiem klasa panująca musi mocno trzymać w garści potencjalnie buntujące się społeczeństwo wyzyskiwane podwójnie: przez własną i przez obcą klasę panującą. Stąd zawsze istnieje możliwość szachowania tych krajów i ich reżymów, ponieważ relacje demokratyczne są tam systemowo nierealne.

W ramach społeczeństwa kapitalistycznego nie jest możliwe rozwiązanie tego problemu. Pod panowaniem niemieckim mamy do czynienia z niejakim przeniesieniem sytuacji Rosji na Europę. Integracja Rosji byłaby wcieleniem kolonii we własne struktury, a więc, de facto, zawieszeniem demokracji jako takiej. Pozostawianie Rosji poza nawiasem wymaga utrzymania jej w pozycji półkolonii. W przypadku wielkiego kraju jest to raczej niemożliwe, ponieważ mamy do czynienia z liczebną klasą robotniczą i jeszcze jakoś zjednoczoną i nie podzieloną nacjonalizmami. To stwarza zagrożenie ideologiczne i klasowe, tak jak wyobrażali to sobie z nadzieją poststalinowcy. Ofiara z Rosji nie załatwia jednak sprawy, ponieważ mogąca już dostąpić integracji skarlała Rosja będzie dzielić los całej Europy podporządkowanej hegemonii USA, które przejmą kontrolę nad dużą częścią rosyjskich bogactw naturalnych. Dobrobyt Europy, który byłby dzięki nierównorzędnej współpracy z Rosją osiągnięty, zostaje unicestwiony i uzależniony od amerykańskich planów strategicznych. Jednocześnie, mamy Europę podzieloną i rozchwianą ze względu na trudności ekonomiczne wynikłe z uzależnienia od pośrednika w dostępie do surowców rosyjskich (i/lub ukraińskich).

Separatyzm będzie się w Europie rozwijał w wyniku obecnego mechanizmu rozpadu Unii Europejskiej. Ta sytuacja pachnie bardziej afganizacją niż rozkwitem demokracji.

Te scenariusze wynikają z analizy bieżących wydarzeń w kontekście historycznym. Wykroczenie poza dylemat nacjonalizmu jako idei przedłużającej taktykę Stalina przetrwania do sprzyjających warunków kontra nacjonalizm jako narzędzie rozbijania spójności pozostałości po ZSRR wymaga lewicy, która dostrzega wymiar robotniczy poza tymi nasuwającymi się perspektywami. W obu zwyciężają nacjonaliści, a nie rewolucjoniści.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
30 kwietnia 2022 r.