Rozpoczynając Specjalną Operację Wojskową, elita rosyjska miała na celu przywrócenie podporządkowania sobie oligarchii ukraińskiej. Oficjalnym powodem była ochrona ludności Donbasu, co spowodowało wybuch entuzjazmu społeczeństwa rosyjskiego wyraźnie wzburzonego pozostawieniem ich ziomków bez ochrony przed czystką etniczną, jaką władze Ukrainy rozpętały na tym obszarze.
Istnieje sporo spekulacji na temat, dlaczego Rosja odniosła porażkę w trakcie SOW. Zwolennicy zachodniej dominacji podnoszą argument o zrywie patriotycznym Ukraińców, pogłębiając narrację o niezbywalnym ekspansjonizmie wielkorosyjskim na tereny dawnego imperium carskiego, a następnie ZSRR. Wskazywanie na imperialne zakusy Rosji pozwala ukryć trwały trend polityki brytyjskiej, której interesy na Morzu Czarnym i w Azji Środkowej, w tym i na Kaukazie, stoją w bezpośredniej sprzeczności z interesami Rosji od czasów caratu.
Tutaj, jako lewica, powinniśmy stanowczo odrzucić burżuazyjne bajki o przedłużeniu polityki carskiej na politykę radziecką, a co za tym idzie – na rosyjską. Oczywiście, powinniśmy odróżniać rewolucyjną politykę bolszewików od późniejszej polityki nawracającej do kolein narodowych i nacjonalistycznych Stalina.
W żadnym wypadku nie możemy dać sobie narzucić stereotypu, jakoby ZSRR był już w zamierzeniu przedłużeniem istnienia imperium rosyjskiego. Rosja radziecka była i na zawsze pozostanie symbolem rzeczywistego odrzucenia społeczeństwa klasowego. Absolutnie przyjmuję do wiadomości tezę, iż zamierzeniem Lenina było wywołać wrzenie rewolucyjne w najsłabszym ogniwie światowego systemu imperialistycznego w celu skłonienia przywództwa socjaldemokracji zachodnioeuropejskiej do podjęcia rewolucyjnej próby odrzucenia społeczeństwa burżuazyjnego.
Jednak lewica socjaldemokratyczna już wówczas była przesiąknięta ideologią postanarchizmu i wolnościową, które już w sporze z samym Marksem odrzucały konsekwencje kapitalizmu, przystając na jego najgłębsze uwarunkowania ekonomiczne. Racjonalność aktywizmu jednostki w warunkach wolnej przedsiębiorczości, zbieżna z wolnością tejże jednostki, to były fundamenty nienaruszalności wiary w kapitalistyczną ewolucję w kierunku liberalnym. Lewica postmarksowska uznała, że liberalne fundamenty gospodarki burżuazyjnej są jedyną gwarancją dla urzeczywistnienia liberalnych zasad rządzenia społeczeństwem. Temat ten podejmowaliśmy wraz z Włodkiem Bratkowskim nie raz, więc nie będę o tutaj obszernie rozwijała.
Wytropiliśmy, wbrew lewicowej sztampie, najgłębszy czynnik upadku lewicowości, który lokujemy w nie-Marksowskiej interpretacji mechanizmu rewolucyjnego, opartego na specyficznej i chwilowej (w sensie historycznym), niepowtarzalnej i niezbywalnej dziejowej roli przemysłowej klasy robotniczej. Rozłam w rozumieniu koncepcji Marksa zaczął się już za jego życia, a pogłębił w okresie II Międzynarodówki. Istotę tego rozłamu uchwycił Lenin, stąd jego osamotnienie na socjaldemokratycznej scenie politycznej.
Jeśli tak rozumować, to nie ma możliwości, aby utożsamić politykę Stalina z leninowską. Stalin powrócił do socjaldemokratycznej wykładni marksizmu, do wykładni II Międzynarodówki, zaś lewica poszła po I wojnie światowej drogą odchodzenia nawet od tego paradygmatu na rzecz rozwijania liberalnych metod umacniania instytucji demokratycznych w ramach społeczeństwa burżuazyjnego i bez kwestionowania kapitalistycznego sposobu produkcji.
Federacja Rosyjska ma swoje korzenie nie w polityce bolszewickiej, ale w stalinizmie. Jak powiedziałam wyżej, stalinizm był faktycznie nawrotem do idei mocarstwa pod przewodnictwem dominującej Rosji, ale z uwzględnieniem mechanizmów rozwijania kulturowej różnorodności ludów zamieszkujących ten obszar. Stalinizm odchodził stopniowo od idei tworzenia alternatywy w stosunku do Zachodu i kapitalizmu, przyjmując socjaldemokratyczną tezę o przechodzeniu kapitalizmu w postkapitalizm, a więc ku spełnianiu postulatów socjalnych przynoszących korzyść większości społeczeństwa kosztem interesów wielkiego kapitału.
W takiej perspektywie nie miało sensu utrzymywanie programu rewolucyjnego przewrotu, albowiem każdy tego typu przewrót wiązałby się ze zniszczeniem ekonomicznej bazy zachodniego dobrobytu. Wyższość zachodniej gospodarki nad radziecką była tu zasadniczym argumentem, który odegrał swoją rolę w okresie transformacji w latach 90-tych XX w. w tworzeniu nastroju akceptacji dla burżuazyjnego modelu społecznego przez rzekomych marksistów z nurtów posttrockistowskich.
*
Elity rosyjskie lat 90-tych zostały wychowane w duchu takiego właśnie rozumienia relacji między Wschodem a Zachodem kontynentu. Logicznym wynikiem było dążenie Rosji do integracji z Europą Zachodnią na bazie rozwoju wolnej przedsiębiorczości umożliwionej, rzecz jasna, dzięki dzikiej prywatyzacji, bo jakże inaczej.
W swoich oczekiwaniach Rosja napotkała jednak na mur oporu. Nie tyle ze strony zachodniego kapitału, co ze strony… europejskiej lewicy. Wskazywanie przez Włodka na poszlaki, które w miarę upływu czasu stawały się trendami nabierającymi trwałości w mentalności polskiej lewicy – najbardziej kapitulancki socjaldemokratyzm koncepcji Zbigniewa M. Kowalewskiego czy Piotra Ikonowicza – były konsekwentnie obchodzone szerokim łukiem przez tzw. radykalną lewicę. W efekcie doprowadziła ta ewolucja do dzisiejszego podziału, który całkowicie pozbawił siły te tendencje lewicowe, które mogły jeszcze stanowić przeciwwagę dla zburżuazyjnienia polskiej lewicy. Współcześnie mamy na lewicy do wyboru tylko między burżuazyjną parodią przedwojennej socjaldemokracji a lewicą radykalną, która przeflancowała się w okolice obozu postendeckiego i rozumuje w kategoriach powszechnego interesu narodowego, wzburzając się przeciwko polityce obozów rządzących nie szanujących „interesu narodowego” Polaków. Rozumienie sprzeczności klasowych nie wychodzi poza socjaldemokratyczny szablon narzucania ogólnospołecznych instytucji demokratycznych, które mają zarządzać interesami klasowymi. Lewica współczesna nie jest w stanie pojąć, że interesy klasowe są zakorzenione w sposobie produkcji, a nie w sposobie podziału.
Tak więc, Rosja była akceptowalna dla zachodniego kapitału, ba, stanowiła – a ściślej jej zasoby – warunek utrzymania dynamiki ekonomicznej prosperity (post)kapitalizmu w warunkach istnienia Unii Europejskiej. W UE gospodarka niemiecka stanowi bazę, na której mogły się rozwijać pasożytnicze społeczeństwa zachodnioeuropejskie, poddane dezindustrializacji i wynikającemu z tego ubezwłasnowolnieniu. Połączenie niemieckiego mechanizmu ekonomicznego z zasobami rosyjskimi było projektem stworzenia wielkiego obszaru, zdolnego do zajęcia miejsca głównego ośrodka imperialistycznego rozwoju. Oczywiście, odbywałoby się to kosztem przekształcenia kultur narodów tworzących ów moloch w skanseny folklorystyczne i muzea arystokratycznego, ostentacyjnego luksusu.
Dlaczego ta koncepcja nie spodobała się nowoczesnej lewicy?
Naszym zdaniem, opiera się ona zbyt mocno na akcentowaniu wagi czynnika produkcyjnego jak na gusta owej lewicy. W samych Niemczech ogromną polityczną rolę odgrywali Zieloni, dla których ta kwestia miała zawsze zasadnicze znaczenie, a tendencje kulturowe i obyczajowe stanowiły w zachodniej, powojennej (a właściwie pomajowej, w sensie po Maju ’68) lewicy. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że wielkie obszary gospodarcze generują nierówności lokalne. Ideologia nowolewicowa zawiera komponentę dialektyki między wymiarem globalnym a lokalnym. Demokracja lokalna stanowi w tej optyce antidotum na tendencje autorytarne na górze.
Obsesją nowolewicową jest szukanie zabezpieczenia przed dyktaturą proletariatu, co tłumaczy się tym, iż proletariat przemysłowy monopolizuje w pewnym momencie proces produkcyjny i decyduje o podziale. Dzięki dyktaturze proletariatu ma polityczne zabezpieczenie tej funkcji. To jest, oczywiście, całkowicie sprzeczne z ideą egalitarnego dostępu do decydowaniu o podziale poprzez instytucje demokratyczne. W ramach instytucji demokratycznych każdy członek społeczeństwa, niezależnie od tego, czy bierze czy nie bierze udziału w produkcji, ma prawo decydować o podziale dóbr wytworzonych w ramach produkcji materialnej – a to jest główny łup do podziału.
Niezależnie od ideologii nowolewicowej, konflikty wokół podziału są konfliktami wokół podziału bogactwa, a nie wartości. Dla Nowej Lewicy niedopuszczalny jest monopol dyspozycji bogactwem (produktem działalności produkcyjnej) przez przemysłową klasę robotniczą, albowiem tu właśnie tkwi istotą rozumienia przez nową lewicę definicji totalitaryzmu.
Jest to zrozumiałe, ponieważ w koncepcji nowolewicowej, system produkcji staje się nowym sztucznym środowiskiem naturalnym człowieka (jednostki), a więc każda próba monopolizacji dyspozycji naturalnym (choćby i sztucznie stworzonym) środowiskiem staje się z definicji czynnikiem totalitaryzmu. Stwarzanie trudności w dostępie do produktu działalności produkcyjnej jest równoznaczne z grodzeniami czy zakazami korzystania z dóbr wspólnych, z lasów czy łąk.
Staram się tu wytłumaczyć powody, dla których lewica okazała się najsilniejszym czynnikiem oporu wobec rosyjskiej integracji ze światem zachodnim. Przeszłość „komunistyczna” (dla lewicy nowoczesnej sprowadza się ona do kwestii totalitaryzmu i niczego więcej) szybko przestała odgrywać ideologiczną rolę w kalkulacji ekonomicznej kapitału. Brak prawdziwej, lewicowej wizji politycznej, która jest możliwa tylko w wypadku oparcia się na programie społeczno-gospodarczym, przyczynił się do zderzenia projektu europejskiego z jego naturalną tendencją do przekształcenia w wielkie Centrum kapitalistyczne z gospodarką niemiecką na czele. Bezideowość przywódców europejskich jest wskazywana przez komentatorów stojących na stanowisku interesu narodowego jako główna przyczyna szalonej, autodestruktywnej polityki UE.
Nowoczesna lewica wciąż przyjmuje USA jako hegemona walki o demokratyczne instytucje, co pozostało jej z okresu Zimnej Wojny, nawet w obliczu braku przeciwnika – ZSRR. Rosja stała się oponentem zastępczym, który uzasadnia typową dla anarchizmu dwuznaczność – dążenie do absolutnej wolności powoduje konieczność istnienia ponadpodmiotowego arbitra, który będzie rozsądzał sprzeczności interesów między egalitarnymi podmiotami globalnej polityki. Albowiem dla zarządzania produkcją (będącą ersatzem naturalnego środowiska, istniejącym poza uświadomionym projektem społecznym, jako jego baza, a nie jako element składowy) potrzebna jest racjonalna i planowa organizacja. Planowanie kapitalistyczne, aby być skuteczne, musi kierować się spójnym interesem – decentralizacja i deregulacja zapewniają warunki pełnej wolności dla podmiotów działających na bazie Natury (tu: sztucznej), ale jednocześnie muszą być poddane wyższej, ograniczającej konieczności. W efekcie mamy do czynienia z nieuchronnym dążeniem do monopolu. Tak jak w prawdziwym środowisku naturalnym. Ukryty gdzieś musi istnieć podmiot mający wyłączność na określanie treści interesu ogólnego.
W ten sposób padło na USA, tym bardziej że dla nowoczesnej lewicy projekt demokracji ma charakter nieskończony, asymptotyczny – zapewnia wieczne dążenie do osiągnięcia pełnej wolności jednostki w warunkach pełnej demokracji (czyli permanentnego wchodzenia sobie nawzajem na prywatne terytorium osobistej wolności). Cel jest nieosiągalny ze względu na swoją wewnętrzną sprzeczność, a jednocześnie nadaje się idealnie na iskrę utrzymującą wieczny płomień permanentnej rewolucji i ducha buntu istniejące niezależnie od konkretnohistorycznych uwarunkowań.
W pewnym sensie, absurdalność tego projektu i jego nieżyciowość sprawiły, że lewica schodzi ze sceny politycznej, ale to nie poprawiło stanu świata. Tłumaczy tylko głęboko atawistyczną niechęć nowoczesnej lewicy do Rosji. Istnienie Rosji przypomina o tym, że nowolewicowy projekt nie jest jedynym możliwym, bezalternatywnym projektem socjalistycznym.
*
Specjalna Operacja Wojskowa miała tak naprawdę na celu odsunięcie przeszkody w procesie integracji Rosji z Zachodem. W projekcie wielkiego euroazjatyckiego Centrum integracja ta mieściła się doskonale. Nie mogła więc być niczym innym, jak konkurencją dla hegemonii USA. Z tego względu od samego początku zwracałam uwagę na niedopuszczalność integracji gospodarki niemieckiej z zasobami rosyjskimi z punktu widzenia pewnych partykularnych interesów. W pewnym sensie byłam skłonna do takiej interpretacji ze względu na wizje snute przez mojego ojca na początku lat 90-tych. Ta perspektyw nie pozostawia Polsce miejsca na samodzielność. Cały obszar Europy Wschodniej staje się obszarem rezerwowym w sensie zasobów (surowcowych i ludzkich) dla Europy Zachodniej. Ale tu już przyjmować zaczynamy perspektywę narodową, na co nie godził się Włodek.
Jak widać, alternatywy dla tej ewolucji nie widać współcześnie. Stąd bierze się niezrozumienie – faktyczne lub udawane – ze strony lewicy dla naszych analiz. Lewica podzieliła się na globalistyczną i narodową. Czyli – faktycznie – skończyła się.
Jeśli wziąć pod uwagę prawicowo-nacjonalistyczne siły polityczne Europy, to przeszkód dla takiej podporządkowanej integracji Rosji względem Zachodu nie ma i nie było. Wzrost nastrojów nacjonalistycznych podzielił elity rosyjskie dopiero w wyniku wojny z Ukrainą.
Pojawiają się więc projekty polityczne i wielkie interpretacje historyczne, które odwołują się do trajektorii historycznej, całkowicie kompatybilnej z historiografią ukraińską, a więc bazującej na mitologii. W wydaniu rosyjskim abstrahuje się od ZSRR jako okresu wyzwania rzuconego formacji kapitalistycznej i przyjmuje się stalinowską wizję kontynuacji mocarstwa, czym Rosja radziecka, a następnie ZSRR de facto nie były, albowiem Rosja radziecka stanowiła całkowicie nie mieszczący się w imaginarium współczesnych polityków projekt, zaś ZSRR nie miał takich ambicji z racji czysto pragmatycznych. Podobnie jak współczesna Rosja, dla realizacji ambitnych, mocarstwowych planów brakowało środków. Poza tym, imperialna Rosja jako państwo kontynentalne z definicji ma charakter stagnacyjny i integrujący, a nie podbijający i unicestwiający, jak w przypadku mocarstw „morskich”, kolonizatorskich i utożsamiających się wyłącznie z Centrum znajdującym się z dala od podbitych terytoriów. Wewnętrzna kolonizacja imperium carskiego nie jest porównywalna z kolonizacją prowadzoną w celach akumulacji kapitalistycznej.
Niepowodzenie SOW, które zostało skonstatowane już na samym początku, polegało na oporze nie tyle bohaterskiego narodu ukraińskiego, co na niespodziewanej zdradzie ukraińskiej oligarchii, która ugryzła swojego rosyjskiego pana w karmiącą rękę. Jednak rozpoczęcie działań postawiło elitę rosyjską z Putinem na czele w niezręcznej sytuacji – wycofać się bez uzyskania bezpieczeństwa, choćby deklaratywnego, dla ludności Donbasu było niemożliwe bez zagrożenia wewnętrznym buntem społeczeństwa. Jeśli weźmiemy porozumienia stambulskie, przerwane europejską ingerencją, to przewidywały one kolejne gwarancje na papierze, z pozostawieniem Donbasu w granicach Ukrainy. Rosja nie miała planu B w przypadku niewypalenia tych dwóch pomysłów: lojalności ukraińskich oligarchów i pozostawienia Donbasu w granicach Ukrainy z papierowymi gwarancjami.
Zdobycie Donbasu i włączenie obszaru w obręb Federacji Rosyjskiej nie rozwiązuje żadnego problemu Rosji. O ile neutralna Ukraina stanowiłaby jeszcze jakąś gwarancję bezpieczeństwa dla Rosji, to granica na Donbasie z wrogim państwem pod parasolem NATO nie jest dla niej żadnym sensownym celem. I tu wychodzi na powierzchnię jeszcze jedna bajka o tej wojnie. To nie Ukraina, ale Rosja potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa. Rosja nie jest w stanie gwarantować Ukrainie żadnego bezpieczeństwa, ponieważ to z terytorium Ukrainy (cieszącej się pełnymi gwarancjami NATO) powstaje realne zagrożenie dla Rosji.
Skoro mamy do czynienia z proxy-wojną między Rosją a Zachodem, przy przewadze Zachodu, to gwarnacji bezpieczeństwa potrzebuje Rosja. A na to się nie zanosi.
Komentatorzy, którzy są zwolennikami narodowego interesu państw europejskich, wciąż nie potrafią zrozumieć, że elity europejskie działają wbrew własnemu interesowi. Pokój z Rosją w niczym nie zagraża Europie, albowiem Rosja po ZSRR była gotowa na zajęcie podporządkowanego miejsca. W ramach europejskiej integracji (jeśli spojrzeć śmiało pod słońce agitpropagandzie zachodniej) granice państwowe przestają mieć znaczenie i rozpad faktyczny państw narodowych staje się przesądzony. W tym i Rosji, jeśli tylko wciągnąć ją w unijną pułapkę.
W sytuacji dominacji ekonomicznej Niemiec, mamy do czynienia z powstaniem modelu „kontynentalnego”, a więc z modelem stagnacyjnym gospodarki. Widzimy więc, że obawy o dominację amerykańską również są osadzone na czczym lęku. Tylko, że nie do końca.
Byłoby tak przy spełnionym warunku, że USA zachowały dynamiczną gospodarkę produkcyjną. Tymczasem Zachód jako taki stał się – wedle nowolewicowej nomenklatury – gospodarką postkapitalistyczną. Po okresie dynamicznej i wyniszczającej zasoby planety gospodarki kapitalistycznej, mielibyśmy do czynienia z przejściem do gospodarki opartej na dostosowaniu eksploatacji zasobów do potrzeb zredukowanych w wyniku odtworzenia struktur podziałów klasowych i warstwowych, co ograniczyłoby dążenie do upowszechniania wszelkich możliwości technicznych. Czyli byłoby zgodne z polityką ekologiczna, ale wedle standardów lewicowych – gwałciłoby zasadę egalitaryzmu i praw jednostki do korzystania z wszystkiego, co dostępne ludzkości.
*
W efekcie, konflikt na Ukrainie stanowi sposób na przeczekanie okresu niepewności historycznej, w trakcie której sprzeczności dialektyczne tego etapu rozwoju jakoś się rozwiążą, przechylając w jedną ze stron. Tutaj dużą rolę do odegrania ma tzw. Globalne Południe, które zadecyduje o tym, czy będziemy mieli do czynienia z modelem kapitalistycznej dynamiki, w ramach której Zachód jest skazany na rolę „otoczenia postkapitalistycznego”, czy też przechylimy się w stronę przedkapitalistycznej gospodarki zrównoważonej i stagnacyjnej, ale nie przykrywającej braku wolności osobistej figowym listkiem praw człowieka. Póki co, tendencje historyczne są tak różne na różnych poziomach konfliktu dialektycznego, że trudno przewidywać, co nastąpi.
Nie jest to pozytywna prognoza na przyszłość, ale innej nie ma z łaski współczesnej lewicy.
Ewa Balcerek
26 czerwca 2026 r.





Users Today : 180
This Month : 12178