Wraz z podziękowaniami za list i za uwagi szeregowego członka Pracowniczej Demokracji, siostrzanej organizacji brytyjskiej SWP.

Jeśli chodzi o tę uwagę, że niesprawiedliwie zarzuciliśmy Filipowi Ilkowskiemu akceptację BDG, to powiedzmy, że raczej wykorzystaliśmy go jako ilustrację nieco innego problemu, a mianowicie problemu tzw. klasy pracowniczej: „Ale przecież ‘klasa pracownicza’ reprezentowana przez takich pracowników najemnych, jak sam Filip Ilkowski, udzielała się masowo w ‚kodziarskich’ manifestacjach w obronie wartości demokratycznych i swobód obywatelskich, w tym głównie obyczajowych. Resztę spraw politycznych radykalna lewica załatwia apelem do państwa, aby dysponowało dochodem narodowym za pomocą narzędzia, jakim jest rozdzielnictwo dochodów w postaci bezwarunkowego dochodu gwarantowanego” (Lepiej późno niż jeszcze później).

Radykalna lewica co najmniej ulega punktowi widzenia owej grupy społecznej. W kwestii poglądu Pracowniczej Demokracji na ten temat, warto przytoczyć fragment artykułu opublikowanego na stronie PD, autorstwa Josepha Choonary: „Właśnie z tego powodu interweniował amerykański rząd, który wprowadził program udzielania lub gwarantowania firmom pożyczek i dotacji, pełnej lub częściowej nacjonalizacji firm, a nawet jednorazowych świadczeń pieniężnych dla osób fizycznych. Tego rodzaju środki stanowią dla wielu zachętę do domagania się, by rządy poszły dalej oraz zagwarantowały ludziom dochód lub zorganizowały produkcję/dostawy podstawowych towarów i usług.

Każdym dalszym przesunięciem w tym kierunku przybliżamy się do argumentacji na rzecz gospodarki planowej, organizowanej w oparciu o potrzeby, a więc gospodarki funkcjonującej zgodnie z ideami socjalistycznymi. Samo przejęcie firm przez państwo kapitalistyczne jej nie oznacza” (Joseph Choonara, Koronawirus i kryzys kapitalizmu; 1 maja 2020).

Tekst ten dobrze ilustruje pogląd SWP (i PD) na temat drogi dochodzenia do socjalizmu – typowa teza o zaspokajaniu potrzeb społecznych, co jest równoznaczne z trendem socjalistycznym. Czyli typowo socjaldemokratyczne myślenie. Organizacja gospodarki w odpowiedzi na potrzeby społeczeństwa bardzo przypomina podręczniki do ekonomii politycznej socjalizmu. Dziwi tylko, że SWP (oraz inne organizacje posttrockistowskie) uważa, że PRL był zaledwie kapitalizmem państwowym, skoro taką właśnie zasadę ekonomiczną przyjął jako podstawę kierunkową, przybliżającą do socjalizmu. Inna rzecz – jak to wyglądało w praktyce. Otóż w praktyce było akurat tak, że potrzeby „społeczeństwa” (nie klasy robotniczej wytwarzającej materialne podstawy reprodukcji społeczeństwa) były faktycznie brane pod uwagę jako najważniejsze. W ramach zamierzonej pacyfikacji nastrojów, co i tak okazało się złudne. Czyli takie samo lekceważenie dyktatury proletariatu, które wyznają owe tendencje posttrockistowskie.

Zawsze łatwiej krytykować kogoś, niż przyjrzeć się sobie.

W jaki bowiem sposób poprzez ruchy państwa kapitalistycznego (bardziej niż przez ruchy państwa „realnego socjalizmu”) mielibyśmy się przybliżać do socjalizmu, a nie zaledwie do neutralizowania sprzeczności kapitalizmu? Coś tu przykładane są niejednakowe miary…

Uprzedzając kolejne zarzuty o niezauważanie zbieżności naszych i PD poglądów.

Weźmy fragment z F. Ilkowskiego: „Marks wskazał, że w produkcji kapitalistycznej mamy do czynienia z dwoma istniejącymi równocześnie procesami.

Pierwszym jest proces pracy, czyli przekształcanie przez ludzką pracę elementów przyrody w taki sposób, aby stawały się przydatne dla człowieka. To produkcja wartości użytkowych, która właściwa jest wszystkim społeczeństwom. Od zarania ludzkości przekształcamy przyrodę przez pracę, aby móc przetrwać na Ziemi. Jeśli się rozejrzymy, świat wokół nas składa się w dużej części z elementów przyrody przekształconej przez ludzką pracę – od budynków po telefony komórkowe.

W kapitalizmie procesowi pracy towarzyszy jednak proces pomnażania wartości, charakterystyczny wyłącznie dla tego systemu.

Jego celem nie jest produkcja wartości użytkowych, ale wartości wymiennych” (F. Ilkowski, Koronasprzeczności państw kapitalistycznych… …i konieczność protestu pracowniczego; http://pracowniczademokracja.org/…).

Ilkowski musiał zauważyć kwestię uwzględniania przyrody w procesie produkcyjnym. Czy za nami? Nie zwracano na to uwagi w propagandzie posttrockistowskiej. Dotychczas wystarczało to, że kapitalistyczny sposób produkcji opiera się na wytwarzaniu wartości i wartości dodatkowej. To, oczywiście, wystarcza kapitaliście, ale czy wystarcza marksistom? Lewica, w tym i SWP wraz z PD, zadowala się tym podejściem kapitalisty, albowiem uzasadnia to tezę o produkcyjnej funkcji wszelkiego pracownika najemnego, niezależnie od sektora gospodarki (produkcja czy usługi nieprodukcyjne). W przytoczonym fragmencie mamy zresztą krótkie potraktowanie tematu, zbycie go na zasadzie – zauważamy zjawisko, ale nie ma ono większego znaczenia. Niemniej udajemy, że mamy problem pod kontrolą.

Tymczasem nas, jako marksistów, interesuje wyjście z kapitalizmu i to jeszcze z uwzględnieniem interesu klasowego tej grupy społecznej, która jest uwikłana w stosunek antagonistyczny.

Jako autorzy często spotykamy się z pretensjami o to, że krytykujemy naszych oponentów z imienia i nazwiska. W ramach wyższej kultury osobistej, nasi oponenci nawiązują do naszych tez, zmuszeni sytuacją i zainteresowaniem własnych szeregów, ale… z wrodzonej kultury pomijają nasze nazwiska milczeniem. Przeciwnie niż my, chamy. Cóż za subtelność…

Faktem jest i pozostaje (mimo poststalinowskiej idealizacji), że PRL był systemem zdeformowanym, biurokratycznym i antyrobotniczym. Niemniej, lewica inteligencka, która wywodziła się z pnia biurokratycznego okresu stalinowskiego (1948-1952), bynajmniej nie była prorobotnicza. Wręcz przeciwnie, tych, którzy opowiadali się za reformowaniem systemu w duchu klasowym, uważali za recydywę stalinizmu. Ostateczne rozejście się tych nurtów nastąpiło w 1968 r. Robotników rozgrywała bezwzględnie biurokracja, a lewica nawiązująca do „modernizującego się” trockizmu (w duchu posttrockistowskim) obraziła się na robotników i przeszła na drobnomieszczański światopogląd. Partyjny beton również traktował robotników instrumentalnie, stawiając raczej na nacjonalistyczne tendencje drobnomieszczańskie. W sumie nikt nie traktował klasy robotniczej poważnie.

W okresie Pierwszej Solidarności mieliśmy do czynienia z desantem posttrockistowskich tendencji w Polsce. Przedstawiciele organizacji lewicy zachodniej bynajmniej nie mieli pomysłu na reformowanie realnego socjalizmu w duchu robotniczym, ale narzucali z bezwzględnością konkwistadorów swoje drobnomieszczańskie priorytety, w tym nowe ruchy społeczne typu obrony praw gejów i mniejszości wszelkiego typu na tle demokracji burżuazyjnej – wszystko to jako „zdrowa” alternatywa wobec zaścianka upierającego się przy przedpotopowych pomysłach na jakąś „dyktaturę proletariatu”.

Tendencje posttrockistowskie powinny się więc najpierw rozliczyć ze swoją niedawną przeszłością polityczną i krachem swoich wyobrażeń. A także z arogancją, z jaką traktowali „tubylców”, których stygmatyzowali określaniem ich jako „stalinowców”, bez żadnej dbałości o subtelność analiz i rozróżnień. Bez tego rozliczenia mają raczej słabe perspektywy, aby odnaleźć się w nowej rzeczywistości, która nie jest podobna do okresu kapitalistycznej prosperity.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
27 maja 2020 r.